Zofia Stryjeńska – jak 130. rocznicę urodzin artystki uczciło Google?

Jedna z najciekawszych i najważniejszych artystek nie tylko polskiej historii sztuki. Zofia Stryjeńska, która urodziła się 130 lat temu, zmieniła na dobre sposób postrzegania kobiet w malarstwie. Za co możemy być jej szczególnie wdzięczni?

Google Doodle z Zofią Stryjeńską z okazji 130. rocznicy urodzin, źródło: google.com

Zofia Stryjeńska – dlaczego warto znać jej nazwisko?

Zofia Stryjeńska to jedna z najbarwniejszych postaci w polskiej sztuce i zdecydowanie najważniejsza z kobiet, obok Tamary Łempickiej i Olgi Boznańskiej. Zdeterminowana, by tworzyć, nigdy się nie poddawała – nawet wtedy, gdy musiała udawać… mężczyznę, żeby móc studiować malarstwo. Niedawno miała miejsce 130. rocznica urodzin artystki, którą celebrowało nawet Google. Wyszukiwarka przygotowała tego dnia specjalną nakładkę Google Doodle autorstwa polskiej rysowniczki Dixie Leota, przedstawiającą właśnie portret Stryjeńskiej. To gest bardzo symboliczny: dziś, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, warto przypomnieć sobie dorobek artystki, która przekonała cały świat, że kobieta może być tak samo zdolna i zorientowana na sukces, jak mężczyzna.

Zofia Stryjeńska prywatnie

Zofia Stryjeńska urodziła się w 1891 roku i od małego przejawiała wielkie zainteresowanie sztuką. Uczyła się tworzyć karykatury i malowała, a później przez pół roku uczęszczała do szkoły artystycznej w Monachium, gdzie zdecydowała się obciąć włosy i udawać chłopaka, żeby móc uczestniczyć w zajęciach (zamkniętych wówczas dla kobiet). Zdemaskowana, po roku wróciła do Krakowa, ale jej gwiazda dopiero miała rozbłysnąć. Zaczęto o niej pisać, a ona sama zaczęła znajdować dla siebie miejsce wśród krakowskiej elity, również za sprawą małżeństwa z modnym i cenionym architektem. Jej życie przebiegało dość burzliwie – już jako mama trójki dzieci rozwiodła się z mężem, później przeżyła kilka romansów, a jej popularność to słabła, to znów rosła. Zofia Stryjeńska zmarła w Genewie, dokąd udała się podczas II wojny światowej, planując wyjazd na stałe do Stanów Zjednoczonych.

Zofia Stryjeńska – Teka Tańce polskie, źródło: desa.pl

Obrazy Zofii Stryjeńskiej

W swojej twórczości artystka opierała się przede wszystkim na polskiej sztuce ludowej – z niej czerpała inspirację i do niej się odnosiła. Ilustracje do Trenów Jana Kochanowskiego czy obrazy z cyklu „Łowy bogów” zdecydowanie należą do najpopularniejszych dzieł tej artystki. Ciekawym przykładem bardzo nowoczesnego jak na lata 20. i 30. XX wieku ujęcia polskiego folkloru były też “Tańce polskie”. Za swoją twórczość artystka była wielokrotnie nagradzana. Zdobyła między innymi Krzyż Kawalerski Legii Honorowej czy liczne Grand Prix na międzynarodowych wystawach, między innymi na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu w 1925 roku.

 

Interesuje Cię życie i twórczość jednej z najważniejszych spośród polskich artystek? Koniecznie przeczytaj książkę “Chleb prawie że powszedni. Kronika jednego życia”, a także “Stryjeńska. Diabli nadali” autorstwa Angeliki Kuźniak.

Jean-Michel Basquiat – buntownik, który pobija rekordy sprzedaży na londyńskich aukcjach!

Jean-Michel Basquiat za życia był uznawany za buntownika i artystę raczej offowego niż mainstreamowego. Dziś jego dzieła sprzedawane są w prestiżowych domach aukcyjnych za miliony dolarów. Aż dwie takie transakcje miały miejsce w maju. Poznaj ich szczegóły!

Jean-Michel Basquiat – In This Case, źródło: wikipedia

Jean Michel Basquiat – z ulicy do Christie’s

Kto by przypuszczał, że Jean-Michel Basquiat, artysta, który wychował się na ulicach Brooklynu, a ze sztuki najbardziej cenił sobie graffiti, stanie się jednym z najdroższych twórców w dziejach Stanów Zjednoczonych? W maju prace niepokornego twórcy, który zmarł w 1988 roku z powodu przedawkowania heroiny, zostały sprzedane za rekordowe kwoty. 11 maja londyński dom aukcyjny Christie’s sprzedał obraz olejny Basquiata zatytułowany „In This Case” za ponad 93 mln dolarów, z kolei dzień później dom aukcyjny Sotheby’s, również mieszczący się w Londynie, znalazł nabywcę dla dzieła „Versus Medici” z 1983 roku za 51 milionów dolarów. To nie jedyne momenty, w których prace Basquiata osiągnęły takie sumy. W marcu br. praca pod tytułem „Warrior” (z 1982 roku) uzyskała cenę 41,8 miliona dolarów w Christie’s w Hong Kongu. Z kolei w 2020 roku biznesmen Ken Griffin zapłacił ponad 100 milionów dolarów za obraz olejny „Boy and Dog in a Johnnypump” (również z 1982 roku). Tej transakcji jednak nie zalicza się do wyników aukcyjnych, gdyż praca ta została zakupiona podczas targów sztuki Art Basel.

Jean-Michel Basquiat – Versus Medici, źródło: wikipedia

Jean Michel Basquiat – obrazy, które warto znać

Jean-Michel Basquiat był artystą niepokornym, ale takim, który pomimo buntowniczego stylu życia traktował bardzo poważnie swoją twórczość. Od małego szkolił się nie tylko w malarstwie, ale też w anatomii, kochał czytać i oglądać obrazy. Początkowo wraz z grupą kolegów zajmował się wyłącznie graffiti, ale kiedy zaczął funkcjonować również jako twórca obrazów na płótnie, szybko zyskał rozgłos. Pisano o nim w branżowych pismach, organizowano mu wystawy, a nowojorska śmietanka artystyczna chciała go mieć w gronie znajomych. Jean-Michel Basquiat szybko trafił pod skrzydła Andy’ego Warhola, z którym stworzył prawie 100 obrazów. Jakie dzieła Basquiata należą do najbardziej znanych? Z pewnością “Charles The First”, “Horn Players”, “Boy and Dog in a Johnnypump”, “Boxer Rebellion” czy “Riding with Death”. Nie jest tajemnicą, że obrazy Jeana-Michela Basquiata mają w swojej kolekcji takie gwiazdy, jak Jay-Z czy Madonna, z którą artysta spotykał się w latach 80. Jak podkreślają biografowie Jeana-Michela, potrafił on pracować nawet nad kilkoma obrazami olejnymi czy rzeźbami w tym samym czasie, a podczas 10 lat swojej kariery stworzył około 1500 rysunków oraz blisko 600 obrazów, a także mnóstwo rzeźb i dzieł w bardzo bliskiej mu technice mieszanej.

Jean-Michel Basquiat – Warrior, źródło: wikipedia

Basquiat – ikona popu

Jean-Michel Basquiat bez wątpienia należy do najważniejszych twórców XX wieku. Chociaż jego życie obfitowało w wiele dramatycznych momentów i zdecydowanie skończyło się za wcześnie, sam artysta był wyjątkowo płodny i odcisnął ważne piętno na historii sztuki. Zainteresowanym jego twórczością polecamy film “Basquiat – taniec ze śmiercią” w reżyserii Juliana Schnabela (co ciekawe, wyreżyserował on również film “Van Gogh. U bram wieczności” z Willemem Dafoe jako Vincentem). Ten biograficzny obraz pozwala zajrzeć za kulisy i przybliżyć sobie historię buntownika, który zawsze stał nieco na uboczu artystycznego światka Nowego Jorku, a dziś pobija wszelkie rekordy na aukcjach sztuki.

Wielcy Twórcy École de Paris w Warszawie

Wiosna ma zapach sztuki. Przywodzi obrazy XX wiecznej Francji. Paryż skąpany w kolorach, gwarny, będący chyba jedynym miejscem na świecie skupiającym tak wielu artystów i École de Paris. Szkoła, wokół której gromadzili się dzisiaj już światowej sławy artyści, w tamtym okresie uprawiający głównie malarstwo figuratywne. To nie tylko znane francuskie nazwiska, ale i twórcy przybyli z różnych stron świata, w przewadze z Europy Wschodniej. Wśród nich osobowości polskiego malarstwa, o których należy koniecznie wspomnieć: Mojżesz Kisling, Tadeusz Makowski czy przedstawicielka kobiecego malarstwa początków wieku – Mela Muter.

Tadeusz Makowski – rekordzista aukcji!

To ich dzieła mieliśmy okazję podziwiać na wiosennej wystawie polskiego domu aukcyjnego, która zwieńczona została licytacją o tej samej nazwie – „École de Paris”. Ponad 90 wybitnych obrazów olejnych na płótnie, akwareli datowanych na pierwszą dekadę XX-lecia zostało zaprezentowanych inwestorom i kolekcjonerom w pierwszym tygodniu maja 2021 roku, wśród nich portrety, pejzaże i martwa natura. Paryż zawitał do Warszawy.

 

Choć rekordzistą aukcji została „Dziewczynka z kapeluszem i kwiatami” Tadeusza Makowskiego, to warto wspomnieć również o Meli Muter, której obraz olejny „Pejzaż – dwa stogi siana”, uplasował się zaraz za nim, osiągając kwotę 600 000 zł.

Mela Muter “Pejzaż – dwa stogi siana”
źródło www.desa.pl

Mela Muter, feminizm i trudy malarstwa

Malarstwo Meli Muter było niejednokrotnie prezentowane na wielu wystawach, ale to o czym koniecznie należy wspomnieć to fakt, że sama malarka stała się jedną z bohaterek najnowszej książki Sylwii Ziętek. „Polki na Montparnassie” to pozycja, która nie jest kierowana tylko do tych, którzy kochają sztukę, jej historię i tajemnice z nią związane. To wspaniałe przedstawienie sylwetek kobiet silnych, bezkompromisowych, walczących o siebie i swoją artystyczną przyszłość. Ambitne idealistki, osobowości, które zawsze stawały ze swym malarstwem i sztuką w nierównej walce z mężczyznami, mimo wielkiego talentu, bez siły przebicia. Bardzo wymowny był fakt braku pojawienia się nazwiska którejkolwiek z artystek początku XX wieku w jednym z wydań bardzo poczytnego i opiniotwórczego miesięcznika “Vanity Fair”. Miało to miejsce w 1933 roku. Zestawienie najważniejszych wówczas współczesnych artystów opierało się tylko i wyłącznie na kilkudziesięciu męskich przedstawicielach. Ktoś powie: “to były inne czasy”. Tak. Wiele się zmieniło. Warto jednak pamiętać o przeciwnościach, z jakimi musiały mierzyć się kobiety w artystycznym świecie, który wydawałoby się, że jest bardziej wyzwolony, na więcej pozwala, więcej wybacza. Nie zawsze. Kobietom nie wolno było korzystać z modeli podczas malowania aktów, do dyspozycji miały tylko gipsowe odlewy. Pozbawiono je możliwości artystycznego studiowanie anatomii ciała ludzkiego. Kobietom nigdy nie wolno było wejść do kawiarni bez kapelusza, mimo że było się muzą wybitnych malarzy, kobietom nie wolno było korzystać z “męskiej” pracowni. W artystycznych małżeństwach zawsze pierwsze skrzypce grał on. One były zagrożeniem kariery męża, niejednokrotnie zmuszane do ukrywania, a nawet niszczenia swoich prac, mogących okazać się lepszymi. Były zagrożeniem dla panujących zasad, reguł i odwiecznego porządku. Porządku stworzonego przez mężczyzn i dla mężczyzn. Dziś wiemy, że tworzyły sztukę doskonałą, choć niewiele dzieł przetrwało.
Tym bardziej cieszy nas obecność Polek na wystawach i zainteresowanie ich pracami.

Mela Muter “Portret damy”
źródło www.desa.pl

“Dziewczynka z kapeluszem i kwiatami” z rekordowym wynikiem podczas aukcji “École de Paris”

Powróćmy do najdrożej sprzedanego dzieła podczas majowej aukcji “École de Paris”. Datowany na rok 1925 obraz olejny na płótnie Tadeusza Makowskiego “Dziewczynka z kapeluszem i kwiatami” uzyskał najwyższą kwotę spośród 69 wylicytowanych dzieł. Nabywca zapłacił za ten portret dziecka kwotę 1 150 000 zł.

Tadeusz Makowski “Dziewczynka z kapeluszem i kwiatami”
źródło www.desa.pl

 

Dzieci były częstym tematem prac Makowskiego, to w nich widział nieskrywaną szczerość i niewinność uczuć. Stworzył własny świat, osadzając ich sylwetki w wyciszonej, czasami wręcz jednobarwnej palecie. Marcel Gromaire, francuski malarz i grafik pisał o nim: „Było w nim coś z niewinnego dziecka – jakaś świeżość, niewinność, a jednocześnie to był bardzo wykształcony człowiek”. Rzeczywiście, Makowski był wszechstronnie wykształcony. Jeszcze w Polsce studiował filologię klasyczną i polską na Uniwersytecie Jagiellońskim i równolegle malarstwo w ASP w Krakowie. Potem, już we Francji, w której pozostał do końca życia, w początkowych dziełach możemy zaobserwować wierność swoim nauczycielom. Dwaj z nich, Jan Grzegorz Stanisławski, polski malarz i wykładowca sztuki oraz Józef Mehoffer, będący jednym z najbardziej wyrazistych artystów Młodej Polski, mieli znaczący wpływ na pierwsze lata paryskiej twórczości Makowskiego.

Tadeusz Makowski “Autoportet”
źródło www.wikipedia.org

Najpiękniejszy portret Mojżesza Kislinga

Przy okazji zakończonej już majowej wystawy i aukcji “École de Paris” należy wspomnieć o kolejnym wybitnym twórcy francuskiej bohemy – Mojżeszu Kislingu, którego łączyły bliskie, przyjacielskie relacje nie tylko z wcześniej wspomnianym Tadeuszem Makowskim, ale i z Picasso, Chaplinem czy Hemingwayem. To jego „Portret” („Kiki”) z 1933 roku należy do najciekawszych portretów zaprezentowanych na wystawie. I za to dzieło będące obrazem olejnym na płótnie inwestor zapłacił kwotę 600 000 zł. Co wpłynęło na wyjątkowość tej pracy? Z pewnością dar Mojżesza, który w przeciwieństwie do pozostałych twórców tego okresu potrafił dostrzec i wydobyć piękno kobiety. Widział to, czego nie widzieli inni. Nadawał swoim portretom wyjątkowej formy, wręcz geometrii postaci i ich twarzy. Stwarzał wrażenie uchwycenia modelki w “półruchu”, zastygniętej na ułamek sekundy. Mamy wrażenie, że za moment, odwróci wzrok, poprawi opadający kosmyk rudych włosów. Hipnotyzująca i tajemnicza. Uwieczniona na płótnie, znana jako Kiki de Montparnasse była muzą wielu malarzy tamtej epoki, ale i ulubioną inspiracją Kislinga, a jej portret był ostatnim, jaki powstał.

Mojżesz Kisling „Portret” („Kiki”)
źródło www.desa.pl

 

Nazywano go Królem Montparnasse’u, był twórcą bardzo płodnym i pracowitym, a w tworzeniu nie przeszkadzały mu nawet tłumy bawiących się i pijących gości zapełniających jego pracownię. Potrafił wyłączyć zewnętrzny świat i skupić całą swoją uwagę i energię na tworzeniu ponadczasowych płócien. Jego malarstwo od zawsze zaliczane było do najwyżej ocenianych, a on sam znalazł się w panteonie wybitnych artystów tworzących w trzech pierwszych dekadach XX wieku. Mimo że obrazy Kislinga zdobiły luksusowe i bogato urządzone francuskie rezydencje oraz wytworne apartamenty, on zawsze podkreślał swoje żydowsko-polskie pochodzenie.

Mojżesz Kisling „Ingrid”
źródło www.polswissart.pl

Portret we współczesnym malarstwie – artyści z Gallery Store

Będąc pod wrażeniem twórczości Kislinga i wyjątkowości jego portretów, warto poświęcić chwilę na poznanie trendów portretowania i ukazywania piękna kobiecej twarzy i sylwetki przez młodych artystów z naszej internetowej galerii sztuki. Niepowtarzalny, charakterystyczny styl zawsze rozpoznamy w pracach Krystyny Ruminkiewicz, gdzie hipnotyzująca twarz kobiety jest miejscem, przez które piękno przenika do świata.

Krystyna Ruminkiewicz “Taka jedna w zamyśleniu

Sylwetka artysty: Olga Boznańska

Olga Boznańska to jedna z najważniejszych polskich artystek, dla której nie istniały ani ograniczenia związane z płcią, ani geograficzne granice. Uznana zarówno w Polsce, jak i na świecie, pozostawiła imponujący dorobek, który cieszy się popularnością wśród odbiorców i kolekcjonerów. Co wiemy o Oldze?

Olga Boznańska – “Autoportret”, źródło: wikipedia

Prywatne życie genialnej Olgi Boznańskiej

Olga Boznańska urodziła się w 1865 roku w krakowskiej rodzinie zamożnego inżyniera i Francuzki. Zainspirowana swoją kochającą sztukę mamą, rysowała od najmłodszych lat, również pod okiem takich malarzy, jak np. Kazimierz Pochwalski. Ze względu na to, że jako kobieta nie miała wstępu na Akademię Sztuk Pięknych, przez kilka lat pobierała lekcje na prywatnych kursach w Monachium. Tam też w końcu wynajęła własną pracownię i zaczęła odnosić sukcesy na świecie, włącznie ze złotym medalem od arcyksięcia Karola Ludwika w Wiedniu czy propozycją objęcia katedry malarstwa na wydziale kobiet w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych (możliwość tę odrzuciła). Olga Boznańska przeprowadziła się do Paryża, gdzie została członkiem Société Nationale des Beaux-Arts i zaczęła uczyć malarstwa w Académie de la Grande Chaumière. Reprezentowała Francję na światowych wystawach malarstwa u boku takich nazwisk jak Renoir, Monet czy Bonnard. Pod koniec życia jej sława powoli gasła, a głównym źródłem utrzymania była rodzinna krakowska kamienica. O tym, jak silną osobowością musiała być malarka, świadczą chociażby liczne autoportrety Olgi Boznańskiej, na przykład ten z japońską parasolką z 1892 roku.

Malarstwo Boznańskiej – mgliste półtony i ekspresyjna świetlistość

Chociaż wiele osób łączy nazwisko Olgi Boznańskiej z impresjonizmem, słynna Polka w swojej twórczości raczej przeczyła charakterystycznym założeniom tego nurtu. To prawda, że jej prace wyróżniają się niezwykłą wprost świetlistością i ekspresyjnym efektem uzyskanym wyjątkowym sposobem nakładania farby na powierzchnię: gęsto, małymi plamkami i krótkimi pociągnięciami pędzla. Jednak Olga, w przeciwieństwie do swoich kolegów impresjonistów, nie pracowała szybko. Lubiła, kiedy kolejne warstwy mogły spokojnie przeschnąć, dzięki czemu nie traciła efektu czystości barw. Rzadko również wychodziła z pędzlem pod pachą w plener – najczęściej malowała w pracowni, oddając na płótnie widok z okna albo portret. Nie traktowała malowanych przez siebie ludzi jako dodatku do pejzażu – wolała koncentrować się na psychologicznej głębi (najlepszym tego przykładem jest obraz “Imieniny babuni”). W końcu, inaczej niż impresjoniści, stosowała ona często biel i czerń, czyli dwa kolory farb, które dla autentycznych wyznawców impresjonizmu po prostu nie istniały. Olga równie chętnie pracowała na płótnie, jak i na zagruntowanej tekturze. Właśnie na tym drugim podkładzie powstał chociażby słynny obraz Olgi Boznańskiej “Dziewczynka z chryzantemami”.

Olga Boznańska – Dziewczynka z chryzantemami – źródło: wikipedia

Najsłynniejsze obrazy Olgi Boznańskiej

Wspomniana “Dziewczynka z chryzantemami”, ”Kwiaciarki” czy “W oranżerii” Olgi Boznańskiej to zdecydowanie obrazy, których nie trzeba przedstawiać miłośnikom sztuki polskiej końca XIX wieku. Gdzie można zapoznać się z twórczością słynnej polskiej malarki? W wielu renomowanych instytucjach muzealnych w Polsce. Przykładowo “Portret chłopca w gimnazjalnym mundurku” można podziwiać w Muzeum Narodowym w Warszawie, a “Portret dwóch dziewczynek” – w Muzeum Śląskim w Katowicach. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat tej artystki, polecamy Ci lekturę książki “Olga Boznańska: Non finito” Angeliki Kuźniak.

“Zbawiciel świata” – tajemnicze dzieło Leonarda da Vinci

“Salvator Mundi”, znany powszechnie jako „Zbawiciel świata” ściągnął najbogatszych inwestorów i kolekcjonerów świata sztuki gotowych zapłacić – jak się okazało – setki milionów dolarów za obraz olejny Mistrza da Vinci. To dzieło w 19 minut zostało sprzedane za rekordowe 450 milionów dolarów. Warto zaznaczyć, że mimo niegasnących spekulacji wokół niego, wynik, jaki osiągnęło, należy do najwyższych w historii publicznych aukcji dzieł sztuki. Określono je wówczas jako wydarzenie stulecia na rynku sztuki, a to, co je tym uczyniło, to oczywiście kwota, jaką za dzieło zapłacono. Jednakże czy udałoby się ją osiągnąć, bazując tylko na nazwisku da Vinci?

Rekordowa kwota i zainteresowanie “Zbawicielem świata” da Vinci

Cofnijmy się do roku 2017. Jesień, 15 listopada. Niewiele ponad kwadrans trwała wówczas jedna z najbardziej wyczekiwanych i jednocześnie rekordowych aukcji w nowojorskim domu aukcyjnym.

 

Wiele osób i agencji reklamowych pracowało na to, tworząc globalne kampanie, prezentując obraz w kilku miastach na świecie, stwarzając potencjalnym nabywcom możliwość bezpośredniego kontaktu z arcydziełem. Warto również wspomnieć o tym, że miała miejsce sytuacja niecodzienna, związana z samą aukcją – obraz nie został, jak zakładano, zaprezentowany na aukcji sztuki dawnej, lecz na współczesnej. Decyzją domu aukcyjnego, Leonardo da Vinci, został wyjęty z grona artystów dawnych i zaprezentowany jako malarz wszech czasów, którego nie dotyczą żadne historyczne podziały.

(źródło: www.iltempo.it)

„Zbawiciel świata” ukryty przed światem?

Przez długi czas zostawała owiana tajemnicą informacja o tym, kto nabył dzieło mistrza i przede wszystkim gdzie ono przebywa. Dziś już wiemy. Jest w prywatnych rękach saudyjskiego księcia. Czy jednak jest ozdobą pałacu, czy jachtu arabskiego magnata – tego się prawdopodobnie nie dowiemy nigdy. Był cień szansy na to, że po raz pierwszy od sprzedaży dzieła w 2017 roku, zostanie ono zaprezentowane światu podczas wystawy w Luwrze, celebrującej rocznice 500-lecia śmierci wielkiego mistrza renesansu. Ku zaskoczeniu wszystkich i wśród licznych spekulacji i teorii spiskowych do tej prezentacji nie doszło.

 

Jaki był tego powód? Podejrzeń było wiele.

 

Jednym z nich było zasugerowanie, że dzieło uległo uszkodzeniu i stąd Arabia Saudyjska odmówiła jego udostępnienia. Ten zabieg miałby na celu ukryć ten bardzo niewygodny fakt przed opinią publiczną, aby uniknąć niewygodnych pytań. Inna z wersji zakładała, że nowy właściciel “Salvator Mundi” zażądał, aby najdroższe dzieło świata było eksponowane w towarzystwie jednego z najbardziej rozpoznawalnych dzieł Leonarda – “Mona Lisy”. Na to podobno nie chciał zgodzić się sam zarząd Luwru, tłumacząc swoją odmowę czynnikami bezpieczeństwa podczas tej wyjątkowej wystawy. Jeszcze inni stawiali tezę, że jednak są zastrzeżenia do oryginalności dzieła.

Autentyczność dzieła Leonarda da Vinci pod lupą ekspertów

Przypomnijmy, że Leonardo da Vinci ukończył obraz olejny “Zbawiciel świata” w roku 1513, a beneficjentem tej wyjątkowej pracy był król Francji Ludwik XII. Obraz przechodził przez wiele królewskich rąk, nie tylko francuskich, zanim po tym, jak został powszechnie uznany za bezpowrotnie utracony, został zakupiony przez brytyjskiego kolekcjonera sztuki w roku 1900. Zupełnie nieświadomego wówczas, że wszedł w posiadanie arcydzieła za bezcen. Tej świadomości również nie mieli w roku 1958 jego spadkobiercy, którzy spieniężyli już drastycznie zniszczony obraz za 45 funtów. Dopiero rok 2005 przyniósł przełom w identyfikacji twórcy. Obraz nabyli eksperci i znawcy sztuki dawnych mistrzów, na czele z Robertem Simonem, który podejrzewając kim jest autor nabytego za 10 tysięcy dolarów obrazu, przekazał olej pod fachową dłoń znanej i cenionej konserwatorki malarstwa – Dianne Dwyer Modestini. Jej skrupulatna praca rozwiała wszelkie wątpliwości, które dotyczyły tego, czy autorstwo można przypisać samemu da Vinci, czy też jego asystentom.

Leonardo da Vinci „Salvator Mundi”

Tajemnica szklanej kuli na obrazie “Zbawiciel świata”

Nie wpłynęło to jednak na zaniechanie analizy “Zbawiciela świata” przez kolejnych znawców sztuki, ale i światowych naukowców, którzy prześcigają się w publikacjach kolejnych nowych odkryć. Prace trwają nieprzerwanie nad elementami dzieła. Widzimy na nim oczywiście Jezusa trzymającego w jednej dłoni szklaną kulę będącą symbolem świata, drugą dłonią czyniącego gest błogosławieństwa. I to właśnie owa kula jest skrupulatnie poddawana pracom badawczym. Wszyscy wiemy, że Leonardo nie był tylko malarzem, był niezwykłym naukowcem o wybitnym umyśle. Stąd właśnie tak wiele pytań budzi szklana kula. Skoro optyka była dziedziną doskonale znaną mistrzowi, dlaczego szkło w dłoni nie zniekształca szat? Pojawiło się podejrzenie, że być może da Vinci świadomie “zabawił się” zasadami optyki. Inni poddając dzieło wnikliwej analizie, doszli do zaskakujących wniosków – mianowicie – szklana kula nie jest szklana ani nawet kryształowa. Jest sferą pustą w środku, a da Vinci znając właściwości optyczne pustych kul, wiedział, jak uniknąć zniekształceń optycznych.

 

Na kuli jednak nie kończy się tajemniczość dzieła, które przez krytyka sztuki Ben Lewisa nazwane zostało „najpiękniejszym znakiem zapytania, jaki kiedykolwiek został namalowany”. Jakie jeszcze tajemnice do rozwikłania pozostawił nam da Vinci? Naukowcy zwracają uwagę na kciuk. Jest w dwóch pozycjach, co absolutnie wskazuje na to, że właśnie Leonardo jest jego autorem. Czy rzeczywiście?

Fenomen Leonarda da Vinci

Nie zadziwią nas zapewne żadne z kolejnych tez i nowych odkryć, ponieważ powszechnie znana jest wiedza na temat wszechstronności włoskiego wynalazcy i naukowca. Niebezpodstawnie uważa się go za jednego z największych malarzy wszech czasów i za najbardziej utalentowaną osobę w historii. Wyprzedzał czas i epokę, w której żył i tworzył, a wiele z jego odkryć zostało docenionych dopiero po stuleciach.

Salvador Dali, Pablo Picasso, Nowosielski i inni. Plejada gwiazd malarstwa na wystawie w polskim domu aukcyjnym

Kwiecień 2021 sprzyjał miłośnikom sztuki, zarówno dawnej, jak i współczesnej. W warszawskim domu aukcyjnym można było obejrzeć dwie wyjątkowe wystawy: “Grafika Artystyczna. Sztuka Dawna” i “Grafika Artystyczna. Sztuka Współczesna”. Pierwszą uświetniły woluminy autorstwa Salvadora Dali i Pabla Picasso. Czy znalazły nabywcę na aukcji wieńczącej ekspozycję? Sprawdź!

Salvador Dali – “La Quete du Graal” z 12 rycinami sygnowanymi przez hiszpańskiego artystę, źródło: desa.pl

Dali i Picasso na warszawskiej wystawie

Najstarszy i największy dom aukcyjny w Polsce, mieszczący się na ulicy Pięknej, po raz kolejny zachwycił miłośników sztuki. Tym razem chodzi aż o dwie głośne wystawy, które wzbudziły spore zainteresowanie. Na ekspozycji “Grafika Artystyczna. Sztuka Dawna” zgromadzono wybitne dzieła, w tym grafiki Leona Wyczółkowskiego, Zofii Stryjeńskiej, Henri Matisse’a czy Augusta Renoira. Hitem wystawy były jednak dwa woluminy: autorstwa Salvadora Dali i Pabla Picasso. Pierwszy to zbiór 12 sygnowanych, pełnoformatowych rycin, na których Dali zobrazował historię poszukiwań Świętego Graala przez króla Artura i Rycerzy Okrągłego Stołu. Drugi był monografią Pabla Picasso autorstwa Waldemara George’a, ozdobioną odręcznymi rysunkami i adnotacjami hiszpańskiego malarza.

Rysunek Pabla Picasso w książce Waldemara George’a „Picasso”, źródło: desa.pl

 

Wystawę „Grafika Artystyczna. Sztuka Dawna” można było oglądać w dniach 14-27 kwietnia. Aukcja odbyła się 27 kwietnia online, bez udziału publiczności. Cenę za wolumin Dalego estymowano na 30-50 tysięcy zł, z kolei Picassa – 50-70 tysięcy. Żadne z dzieł nie znalazło jednak nabywcy, podobnie jak woluminy autorstwa Marca Chagalla czy Henri Matisse’a.

Izabella Gustowska – “Tarcza I-III”, źródło: desa.pl

Nowosielski, Lebenstein, Vasarely. Głośne nazwiska w warszawskim domu aukcyjnym

Drugą wystawą, która w świecie sztuki odbiła się echem, była “Grafika Artystyczna. Sztuka Współczesna”, którą można było oglądać w warszawskim domu aukcyjnym w dniach 14-28 kwietnia. Zakończyła się aukcją 28 kwietnia, również odbywającą się w pandemicznych warunkach: online, bez udziału publiczności. Na tej ekspozycji można było podziwiać obrazy na płótnie i grafiki artystów współczesnych z Polski i zagranicy, takich jak Jerzy Nowosielski, Victor Vasarely, Henryk Stażewski, Jan Tarasin, Piotr Młodożeniec, Maurycy Gomulicki, Wilhelm Sasnal czy Jan Lebenstein. Łączna suma sprzedaży wyniosła ponad 240 tysięcy złotych, sprzedano 75 ze 113 pozycji. Najdrożej wylicytowanymi obiektami była praca Izabelli Gustowskiej „Tarcza I-II” (15 tysięcy zł) oraz obraz olejny “Kompozycja” Jerzego Nowosielskiego z 1997 roku (13 tysięcy zł). Wiele prac znalazło nabywców za dużo mniejsze kwoty, wynoszące nawet 600 czy 700 zł.

Jerzy Nowosielski – “Kompozycja”, źródło: desa.pl

 

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się w świecie sztuki, zajrzyj do naszej internetowej galerii sztuki i znajdź interesujące Cię prace młodych, obiecujących artystów. To nie tylko inwestycja w piękne obrazy na ścianę do sypialni czy salonu, ale przede wszystkim możliwość wsparcia talentu.

Nikifor i Dwurnik – spotkanie po latach. Niesamowita wystawa mistrzów

W kwietniu mogliśmy obejrzeć jedyną w swoim rodzaju wspólną wystawę prac słynnego malarza nieprofesjonalnego Nikifora Krynickiego i jego oddanego naśladowcy, Edwarda Dwurnika. Chcesz dowiedzieć się więcej na temat ekspozycji dwójki mistrzów? Zapraszamy do lektury.

Edward Dwurnik – “Rusztowanie” z cyklu “Warszawa”, 1968 r., źródło: desa.pl

Nikifor i Dwurnik na jednej wystawie

Departament Sztuki Współczesnej domu aukcyjnego stworzył miłośnikom polskiego malarstwa niepowtarzalną okazję obejrzenia na jednej wystawie prac artystów, którzy na historii sztuki odcisnęli znaczące piętno. Jednym z nich jest słynny Nikifor Krynicki, a drugim – Edward Dwurnik, który z dorobku swojego poprzednika czerpał pełnymi garściami, czemu za chwilę przyjrzymy się bliżej. Wystawę „Nikifor/Dwurnik. Dialog Mistrzów” można było oglądać od 23 kwietnia, a zwieńczyła ją licytacja prac obu artystów 29 kwietnia. Wylicytowano 44 obrazy, co oznacza, że nabywców znalazły wszystkie wystawione na aukcji dzieła. Najdroższą sprzedaną pracą był obraz na płótnie Dwurnika “Rusztowanie” z 1968 roku (wylicytowany za okrągłe 100 tysięcy zł), a pracą Nikifora, która osiągnęła najwyższą cenę, była akwarela na papierze “Architektura fantastyczna z motywem sakralnym”, datowana na lata 20. XX wieku i wylicytowana za 32 tysiące zł. Pracą, która znalazła kupca za najniższą cenę, jest rysunek ołówkiem na papierze “Modlitwa pod krzyżem” autorstwa Nikifora. Dom aukcyjny w swoich komunikatach prasowych podał, że aukcja przyniosła “spektakularne wyniki”. Jej obrót wyniósł łącznie ponad 1,5 miliona zł.

Nikifor Krynicki – “Architektura fantastyczna z motywem sakralnym”, lata 20. XX wieku, źródło: desa.pl

Co łączy Nikifora i Edwarda Dwurnika?

Jak pisali sami pomysłodawcy wspólnej wystawy zakończonej aukcją prac Nikifora Krynickiego i Edwarda Dwurnika, na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że obu artystów nie łączy kompletnie nic. W końcu żyli w innym przedziale czasowym, w dodatku na zupełnie innej stopie. Nikifor był malarzem nieprofesjonalnym, przedstawicielem prymitywizmu, który – nie do końca rozumiany przez otoczenie – przez większość życia żył w nędzy i samotności. Z kolei Dwurnik cieszył się poważaniem za życia, był wielokrotnie nagradzany i czerpał korzyści majątkowe ze sprzedaży swoich dzieł. A jednak między oboma artystami istnieje subtelny, a przecież tak istotny związek: to właśnie prace i życiorys Nikifora wpłynęły najsilniej na Edwarda Dwurnika jako twórcy poszukującego własnej tożsamości. W pracy nad swoimi obrazami na płótnie inspirował się chociażby słynnym “nikiforowskim” sposobem postrzegania architektury czy perspektywy.

Edward Dwurnik – “Plac Zamkowy” z cyklu “Warszawa”, 2014 r., źródło: desa.pl

 

Nikifor Krynicki, a właściwie Epifaniusz Drowniak, ze względu na swoją bełkotliwą mowę był uznawany za niepełnosprawnego umysłowo. Poświęcał się w całości sztuce, a jego prace zostały odkryte w latach 30. XX wieku przez ukraińskiego malarza Romana Turyna. Jednak dopiero w ostatniej dekadzie życia Nikifora zagraniczny świat sztuki na poważnie zainteresował się jego twórczością.

Nikifor Krynicki – “Widok z Nowego Sącza”, źródło: desa.pl

 

Edward Dwurnik to absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, który namalował w swoim życiu ponad 5000 obrazów, chociaż sam twierdził, że w początkowych latach swojego działania na polu sztuki nie miał pojęcia, jakiej wizji malarstwa powinien być wierny. Najbardziej charakterystyczne dla Dwurnika są multiplikacje i wieloelementowe kompozycje, przedstawiające na przykład miasto. Kochają je tak samo fani malarstwa, jak i… kolekcjonerzy.

Paryż sprzed wieku oczami van Gogha na ustach świata sztuki

Starożytni zwykli mawiać, iż życie jest chwilą a sława nieśmiertelna. Prawda tego zdania, mimo upływu wieków i lat nie straciła na znaczeniu i można ją z pewnością odnieść do życia jednego z najznakomitszych światowych artystów. Bo czyż mimo zbyt krótkiego życia, fenomen Van Gogha nie trwa i nie zachwyca niezmiennie do dziś?

Vincent van Gogh – szalony geniusz?

To kolejna dramatyczna postać sztuki, która odeszła przedwcześnie, bo w wieku 37 lat. Czy popełnił samobójstwo, będąc nieznanym wówczas w szerokim świecie artystą, zmagającym się z uzależnieniem i problemami psychicznymi, które prawdopodobnie wywoływały trudne do zniesienia ataki lękowe? Czy panował nad swoim umysłem? Gdy jedni uważają, że choroba psychiczna odcisnęła piętno na nim samym, niszcząc go każdego dnia nieodwracalnie, a jej skutki widoczne są w jego obrazach, to innego zdania jest krytyk sztuki Robert Hughes. Jest pewny tego, że zwłaszcza późne prace van Gogha potwierdzają jego świadomość twórczą i jest przekonany, że całkowicie panował nad sobą.

(Autoportret (1887), Art Institute of Chicago)

 

My, zachwyceni jego malarstwem olejnym, żałujemy, że dane nam jest upajać się niespełna kilkuletnim okresem jego pracy twórczej.

 

Choć van Gogh przygodę ze sztalugą i pędzlem rozpoczął zaledwie kilka lat przed śmiercią, to stworzył ponad 2000 dzieł, 870 obrazów olejnych, 150 akwareli i ponad 1000 rysunków i szkiców.

Znane przez wszystkie pokolenia „Słoneczniki”, autoportrety a wśród nich „Autoportret z zabandażowanym uchem” czy martwa natura, to dzieła skatalogowane i prezentowane przez największe muzea i galerie świata.

Zamieszanie wokół obrazu “Scena uliczna na Montmartre” van Gogha

Czy są to jednak wszystkie dzieła Mistrza, o których wiemy? Ile z nieujawnionych jeszcze obrazów olejnych znajduje się w kolekcjach prywatnych? Liczymy, że ujrzą światło dzienne, jak skrywana przez niemal wiek „Scena uliczna na Montmartre”. Sto lat, tyle czekała, by trafić na paryską aukcję, na ujawnienie jej istnienia i pokazanie światu artystycznemu. Zachwyciła marszandów, kolekcjonerów i inwestorów.

„Scenka uliczna na Montmartre” Vincenta van Gogha / East News

 

I choć osiągnęła doskonały wynik, bo nabywca zapłacił za ten obraz olejny holenderskiego mistrza kwotę 13,2 mln euro, to tej niezwykłej sprzedaży towarzyszyło równie niezwykłe zamieszanie.

W renomowanym francuskim domu aukcyjnym, w którym pod młotek trafiły również prace impresjonisty Edgara Degasa czy surrealisty René Magritte’a doszło do tzw. błędu przetargowego. Co dokładnie się stało? Dzieło musiało pójść pod młotek dwukrotnie w związku z kłopotami oferty złożonej on-line, a która opiewała na kwotę o prawie 3 miliony euro wyższą od finalnie uzyskanej.

 

Teraz, zwłaszcza w czasach, gdy wszystkie wydarzenia, również kulturalne i artystyczne, przeniosły się do sfery wirtualnej, nie trudno o pomyłki. Zdarzały i zapewne zdarzać się będą, dodając dodatkowej pikanterii wyczekiwanym i pełnym emocji przedsięwzięciom. Czyż oprócz niebagatelnych kwot, jakie inwestorzy skłonni są płacić i płacą za wybitne dzieła, właśnie te „potknięcia” nie powodują, że wydarzenie trafia na pierwsze strony mediów całego świata? Zdecydowanie tak.

„Scena uliczna na Montmartre” – co przedstawia dzieło van Gogha?

Zadajemy sobie zatem pytanie, co tak niezwykłego jest w sprzedanym obrazie olejnym Vincenta van Gogha. Renomowani licytatorzy zachwyceni odkryciem, zgodnie potwierdzają, że świat dawno nie widział tak ważnego dzieła, zwłaszcza że prace van Gogha z okresu paryskiego, stanowią wyśmienitą część prestiżowych kolekcji, w których posiadaniu są muzea na całym świecie.

„Scena uliczna na Montmartre” Vincenta van Gogh

 

„Scena uliczna na Montmartre” przedstawia mieszkańców Paryża podczas spaceru po wiejskim krajobrazie położonej na wzgórzu, historycznej dzielnicy Montmartre. To tu paryżanie spotykali się, by odpocząć od trudów dnia codziennego, napić się i radośnie spędzić czas. Po latach Montmartre oczywiście nie przypomina dzielnicy uwiecznionej na płótnie, ale został do dziś jednym z najpopularniejszych miejsc w mieście. Zachowany wiejski charakter przyciąga tłumy turystów i mieszkańców, oferując im uroki najsłynniejszego paryskiego targu staroci oraz targowiska księgarzy.

70 niezwykłych dzieł w 70 dni

Pobyt Vincenta van Gogha w Auvers-sur-Oise we Francji zakończył się tragicznie, ale też znany jest z niezwykłej intensywności, z jaką tworzył, pozostawiając po sobie z tego okresu kilkadziesiąt najwybitniejszych obrazów olejnych. Zachwycony okolicą malował głównie okoliczne pejzaże, rozpoczynając o świcie, pędzel odkładał późnym wieczorem, gdy słońce zachodziło już za horyzont.

To w tym czasie powstały najsłynniejsze prace, jakie znalazły się na stronicach historii sztuki, wśród nich przez wielu uznawane za ostatnie, które stworzył „Pole pszenicy z krukami”. Niestety znawcy van Gogha nie są zgodni co do tego faktu. Jan Hulsker, holenderski historyk i badacz twórczości Vincenta van Gogha uważa, że są dowody na istnienie później datowanych 7 dzieł, a uznawanym za ostatnie jest jedna z trzech wersji powstałego w czerwcu i lipcu 1890 roku obrazu olejnego pt. „Ogród Daubigny’ego”. Pierwsza wersja prezentująca tylko część ogrodu stała się impulsem do stworzenia dwóch kolejnych. Są one impresjonistycznym spojrzeniem na ogród Daubigny’ego, malarza podziwianego przez naszego mistrza przez całe życie. Oba zachwycają widocznymi grubymi pociągnięciami pędzla, urokliwą zielenią i intensywną kolorystyką kwitnących kwiatów, wśród których do odpoczynku w cieniu i zapachu ziemi zaprasza ogrodowa ławeczka. Gdzieś na drugim planie, za konarami drzew skrywa się architektura, dom z okiennicami, dostrzeżemy również kościół i pozostałe domostwa.

 

A co różni te dwa obrazy? Kot na pierwszym planie. Znalazł się na wersji, która gości w Muzeum Sztuki w Bazylei, dokąd została wypożyczona z fundacji Rudolf Staechelin Family Foundation.

Vincent van Gogh „Ogród Daubigny’ego”

Niedoceniany za życia van Gogh

Van Gogh przez całe swoje artystyczne życie próbował zdobyć uznanie w świecie sztuki, bezskutecznie. Miał nawet ogromny żal wobec swojego brata, że ten niedostatecznie zajmował się promowaniem i rozpowszechnianiem jego prac. Mimo kilku wystaw zaledwie jeden obraz zdobył nabywcę, a światowa sława przyszła dopiero po śmierci. Wiek XX był tym czasem, kiedy „popularność”, a zwłaszcza wartość rynkowa jego dzieł wzrosła bardzo gwałtownie.

Wartości nabrała również prywatna korespondencja, jaką van Gogh wymieniał ze swoim najukochańszym bratem. To między innymi ona pozwoliła znawcom i historykom na chronologiczne datowanie wielu wydarzeń z życia mistrza. Zachowany zbiór ponad 600 listów miał przede wszystkim wielkie znaczenie w zrozumieniu tej zawiłej postaci, odczytujemy w niej nieskrywane myśli, ale i osądy malarza. To niezwykle ważna wiedza, pozwalająca na studiowanie światowej sławy dzieł przez pryzmat wiedzy co działo się z jego psychiką, jak radził sobie ze skutkami depresji, uzależnieniem czy jak pobyt w szpitalu psychiatrycznym wpłynął na jego twórczość, podczas którego dodatkowo zdiagnozowano u niego epilepsję.

Portret Doktora Gacheta aukcyjnym rekordzistą

Mimo, iż rynek sztuki jeszcze nie ochłonął po marcowym wyniku sprzedaży „Sceny ulicznej na Montmartre”, to nie ona zapisze się w historii z najwyższym wynikiem. Aukcyjny rekord van Gogha wynosi 82,5 mln dolarów i należy do namalowanego w ostatnich miesiącach życia płótna „Portret Doktora Gacheta”. W 1990 roku londyński dom aukcyjny ogłosił, że była to historyczna sprzedaż z najwyższą ceną, jaką kiedykolwiek zapłacono na aukcji za dzieło sztuki. Tu po raz kolejny mamy do czynienia z dwiema wersjami tej samej pracy. Obie są obrazami olejnymi na płótnie, o tych samych wymiarach, a to, co je różni, to kolorystyka. Pierwszą z nich nabył prywatny inwestor, drugi obraz jest obecnie wystawiany w Musée d’Orsay w Paryżu we Francji. Czekamy na kolejne rekordy, licząc na odkrycia nieznanych jeszcze dzieł tego wybitnego malarza.

Vincent van Gogh „Portret doktora Gacheta”

Historia walki o spuściznę po ojcu, gotowym scenariuszem na hollywoodzką produkcję

Są ludzkie historie, które powinny zostać opowiedziane, które powinny ujrzeć światło dzienne. Choć wiele z nich stanowi doskonałą kanwę do powstania filmowych produkcji, nie wszystkie mają taką szansę i nie wszystkie zostają dostrzeżone. Dostrzeżono jednak historię walki Kate Rothko o spuściznę po wybitnym ojcu.

 

Kate Rothko, córka Marka Rothko, a właściwie Marcusa Rothkowitz’a, amerykańskiego malarza żydowskiego pochodzenia , przedstawiciela color field painting – malarstwa barwnych płaszczyzn. Pozwólcie, że nad charakterystyką tego nurtu pochylimy się nieco później.

Tymczasem wróćmy do niezwykłej Kate Rothko.

 

Artysta osierocił ją gdy miała zaledwie 19 lat. Została sama, z o wiele młodszym bratem, bez życiowego doświadczenia, jednakże z ogromnym bagażem nieznanych dotąd obowiązków. W momencie, w którym świat się wali, zwraca się o pomoc do najbliższych przyjaciół swojego ojca. Wówczas nie spodziewa się, że już wkrótce przyjdzie jej stoczyć heroiczny bój o uniemożliwienie ludziom, którym ufała, sprzedaży dzieł ojca.

(źródło: mag.citizensofhumanity.com)

 

Na barki tej młodej damy spadł wielki obowiązek przebrnięcia przez sądową batalię znaną jako „The Matter of Rothko”. Czy wygrała? Tak. Choć szanse na zwycięstwo były nikłe, ostatecznie udało jej się z pomocą asystenta prokuratora generalnego Gus Harrow’a ocalić ponad 700 obrazów.

 

Udowodniła całemu światu, że wygrana z układem wysoko postawionych elit jest możliwa, że dobro może wygrać ze złem i że warto walczyć o słuszność sprawy. Dzięki tej niezłomności dzisiaj możemy podziwiać obrazy olejne Marka Rothko, które mogły zostały utracone i zniknąć na wieki. To one pozostały wraz ze wspomnieniami Kate o ojcu.

Jakim ojcem był Mark Rothko?

Był bardzo ciepłą i pełną humoru osobą. Był tatą. Z dzieciństwa pamięta śmieszne historyjki, które jej opowiadał. To co zawsze pozostanie w pamięci, to życie wśród dzieł ojca, prac pełnych kolorów, kolorowych plam i pól, charakterystycznych właśnie dla abstrakcyjnego ekspresjonizmu. Abstrakcja i color field painting były częścią jej życia. Nigdy nie zapomni wspólnych chwil, wycieczek i obserwowania zachodu słońca spowitego eksplozją czerwieni, bursztynu i fioletu.

Czym jest color field painting?

Artyści amerykańscy związani z tym nurtem szukali niezmiennie odpowiedzi na pytanie zasadnicze – jaką rolę odgrywa i jaki potencjał ma w sobie barwa. Pytanie niezmiennie obowiązujące do dnia dzisiejszego. Ten nurt w malarstwie rozwinął się w Stanach latach 50-tych XX wieku a jego głównym przedstawicielem był właśnie Mark Rothko obok Barnett’a Newman’a czy Clyfford’a Still’a. Artyści w swym malarstwie zacierali kontury, rezygnowali z widocznej i wyraźnej kreski, pozostawiając wyraźne ślady pędzla. Co ciekawe, wymagali, by dzieła color field painting były oglądane z bliska, sam Mark Rothko wręcz wyznaczał odległość jaka pozwalała na prawidłowy jego odbiór. 45 cm, tyle wynosić ma odległość wzroku widza od płótna, to też odległość w jakiej sam artysta je tworzył, odległość w jakiej niezmiennie był jego obserwatorem. Dodatkowo konieczna jest odpowiednio wzmocniona lub przygaszona iluminacja, zabieg mający na celu spowodowanie by dzieła emitowały własne światło.

Fenomen plam na obrazach

Możemy zadać sobie pytanie, co powoduje, że obrazy olejne składające się z zaledwie dwóch czy trzech kolorowych plam mogą tak skutecznie zachwycać odbiorców, w świecie sztuki osiągając rekordy cenowe?

 

Każda praca może być wzbogacona historią, ciekawostką, niedopowiedzeniem czy nutą dramatyzmu z życia artysty, niespełnioną miłością lub tajemniczą śmiercią malarza. Nie to jednakże powoduje, że ulegamy hipnozie tych dzieł. Ich format i kolorystyczna wyjątkowość sprawia, że zastygamy w bezruchu i oddajemy się iluzji przenikających się barw.

 

Czy można w niej trwać i dać porwać się emocjom? Tak. Figuratywizm nie jest nam potrzebny do odczytywania i odczuwania dzieł. Zastygamy, a emocje, często skrajne, wywołuje sama barwa i forma prezentowanego obrazu. Te emocje, to często wybuch płaczu, który niejednokrotnie towarzyszył widzom.

(źródło: rynekisztuka.pl)

Trzy kolory osiągnęły światowy rekord cenowy

Był rok 2012, wówczas obraz olejny Marka Rothko “Pomarańczowe, czerwone, żółte” pobił rekord aukcyjny. Inwestor za to dzieło zapłacił 86,9 mln dolarów i był to najdrożej sprzedany obraz na świecie. Wśród rekordzistów znalazła się również inna praca artysty „No. 10” , sprzedana za 81 mln dolarów oraz „Biały środek” sprzedany przez Christie’s za 72,8 mln dolarów.

 

Pierwsze prace Rothko trafiły pod młotek już w roku 1945. Udało się wówczas sprzedać zaledwie kilka, to jeszcze nie był ich czas. I nikt zapewne nie przewidział fenomenu twórczego malarza. Czy nadal są w posiadaniu pierwszego nabywcy, a czy on świadom jest wartości jaką dziś osiągają prace tego przedwcześnie zmarłego artysty?

(źródło: rynekisztuka.pl)

Upiory życia Rothke’go

Wspominając sylwetkę i omawiając malarstwo artysty należy koniecznie pochylić się nad dramatycznym życiem i demonami z jakimi się zmagał. Okaleczał się i miał próby samobójcze gdy był już docenianą i uznaną gwiazdą światowego malarstwa współczesnego. Nigdy nie pogodził się z niszczycielskimi i nieodwracalnymi skutkami pęknięcia tętniaka aorty. Trudność w komunikacji ze światem spowodowała, że zmagał się z depresją , pogrążony w alkoholizmie tworzył swoje najbardziej mroczne i przygnębiające płótna, przesiąknięte czernią, szarościami i głęboką purpurą. 14 z nich znajduje się w Kaplicy w Houston w Teksasie, która nazwana została jego nazwiskiem. Zadziwiający jest fakt, że zwiedzający, mimo dramatycznej historii dzieł czują tam wszechobecny spokój. Niestety Rothko nie doczekał ukończenia kaplicy, przegrał nierówną walkę z upiorami, wypalony, popełnił samobójstwo w 1970 roku.

(źródło: www.dwutygodnik.com)

Walka o spuściznę

7 lat po śmierci ojca, Kate wygrała walkę o odzyskanie i uratowanie jego dzieł. Poza odzyskanymi 700 dziełami artysty, 97 nigdy nie zostało zwróconych. Te prace do dnia dzisiejszego są nadal w rękach prywatnych. I o tej walce właśnie opowiadać będzie film, w którym samego Marka Rothko zagra popularny nowozelandzki aktor Russell Crowe. Niezapomniana rola Maximusa w „Gladiatorze” uczyniła z niego jednego z najbardziej docenianych aktorów światowego kina.

 

Czy i ta produkcja będzie sukcesem? Poczekajmy. Z pewnością będzie świadectwem i historią ludzi, dla których sztuka znaczy więcej niż rekordy cenowe, w życiu których nie ma miejsca na zdradę, którzy zawsze stojąc po jasnej stronie nie poddadzą się złu.

 

Sam Taylor-Johnson, reżyserka tego biograficznego filmu mówi o tej produkcji – „ To nie tylko opowieść o wielkim artyście, ale przede wszystkim ponadczasowa historia walki dobra ze złem. To opowieść o Kate Rothko i jej podróży mającej na celu ochronę dzieł sztuki przed skorumpowanymi mężczyznami, którzy oszukali jej ojca i ukradli jego sztukę. To jej rozrachunek z ludźmi na wysokich stanowiskach, którzy próbują wszystkiego, by zniszczyć spuściznę jej ojca”.

Mark Rothko inspiracją dla młodych artystów

Bardzo charakterystyczne malarstwo tego amerykańskiego nurtu widoczne jest również wśród współczesnych obrazów.

Gra świateł oraz bogactwo faktur i kolorów fascynuje Dorotę Gawron, artystkę młodego pokolenia.

Za pomocą zestawień barw poszukuje ona skrajności w prostocie i harmonii, starając się znaleźć równowagę i piękno w kontrastowych siłach chaosu.

(źródło: gallerystore.pl)

 

Warto wspomnieć również o Kamili Ossowskiej, absolwentce łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych. Mimo, że w swej twórczość głównie oscyluje wokół sztuki figuratywnej, wyszczególniając postać kobiecą, to możemy znaleźć projekt dotyczący malarstwa abstrakcyjnego. Przemawiając formą, kształtem, fakturą, artystka poszukuje piękna, które zachwyca samym sobą, bez odniesień do przedmiotowości.

(źródło: gallerystore.pl)

Sztuka cyfrowa Beeple’a – kolejny aukcyjny rekord

Świat wielkiej sztuki i znanych domów aukcyjnych przyzwyczaił nas do rekordowych kwot, jakie uzyskują znane dzieła wybitnych twórców podczas licytacji. Przyzwyczaił nas też do tego, że są to zazwyczaj obrazy olejne czy akrylowe. Stąd też zaskoczeniem była informacja, że kolejny aukcyjny rekord osiągnęło dzieło cyfrowe. Kto jest jego autorem?

70 milionów za cyfrowy kolaż Beeple’a

Mike Winkelmann, to artysta posługujący się pseudonimem Beeple. Amerykański twórca cyfrowy, grafik i animator, w swojej pracy wykorzystuje różne media, a powstałe dzieła są jego komentarzami do bieżących wydarzeń społecznych czy politycznych. W jego portfolio możemy odnotować współpracę z Nike, czy domem mody Louis Vuitton, który wykorzystał prace Beeple’a w kolekcji wiosna/lato 2019. Warto również wspomnieć o gwiazdach popkultury, które współpracowały z Artystą, a są wśród nich tak znane nazwiska, jak Justin Bieber, Katy Perry czy Eminem.

 

Wyjątkowa twórczość pozwoliła Beeple’owi wspiąć się na szczyt popularności w świecie sztuki cyfrowej, która przekłada się chociażby na liczbę ponad 2 milionów followersów na Instagramie.

(źródło: instagram.com/beeple_crap)

Co sprawiło, że Beeple znalazł się na pierwszych stronach gazet i wiadomości na całym świecie?

Wynik aukcji internetowej, podczas której zapłacono prawie 70 milionów dolarów za jego monumentalny cyfrowy kolaż „Everydays: The First 5,000 Days”. Co ciekawe – dzieło powstawało przez pięć tysięcy dni, finalnie z pięciu tysięcy obrazów abstrakcyjnych, fantastycznych, groteskowych czy surrealistycznych. Wśród tematów wykorzystanych na obrazie, obserwujemy aktualne sytuacje społeczne, ludzkie obawy czy polityczne zawirowania. Praca jest pierwszą czysto cyfrową grafiką, jaką kiedykolwiek zlicytowano w najsłynniejszym domu aukcyjnym Christie’s.

 

Z pewnością dzięki wynikowi, jaki osiągnęło, stało się najpopularniejszym i najbardziej rozpoznawalnym dziełem sztuki cyfrowej na świecie. Dzięki temu zainteresowaniu zyskają również na popularności grafiki czy fotografie innych twórców.

(źródło: cryptopotato.com)

Beeple jednym z najcenniejszych artystów naszych czasów!

Dom aukcyjny, który prowadził aukcję, potwierdził, że ta sprzedaż uplasowała Beeple’a „wśród trzech najcenniejszych żyjących artystów”. Wyżej wycenione zostały tylko prace Jeffa Koonsa czy Davida Hockneya. Sama aukcja już teraz trwale zapisała się w historii poprzez wystawienie w katalogu dzieła cyfrowego, którego autentyczność potwierdził unikalny NFT – non-fungible token (niewymienialny token).

Czym jest tajemniczy skrót NFT?

W wielkim skrócie to gwarancja autentyczności. Wirtualny certyfikat potwierdzający prawo własności cyfrowego przedmiotu.

 

Dodatkowo, za sztukę NTF można płacić kryptowalutą – w tym przypadku Ether. Jej kurs od początku 2021 roku wzrósł trzykrotnie w stosunku do dolara, co spowodowało, że w cyfrowym świecie stała się ona walutą atrakcyjną, a co najważniejsze – lokatą kapitału.

 

Tokeny NFT w ostatnim czasie zyskują bardzo na popularności właśnie dzięki artystom, sportowcom, celebrytom czy ludziom biznesu, którzy oferują światu swoje dzieła i produkty, opatrując je właśnie tokenami NFT. Jakie płyną z tego korzyści? Kupujący otrzymuje unikalny produkt o wartości kolekcjonerskiej, który z upływem czasu z pewnością zyska na wartości. To doskonała forma zarobku i inwestycja.

 

Wprowadzenie niewymienialnych tokenów (NFT) dało dodatkowo kolekcjonerom oraz artystom możliwość weryfikacji prawnego właściciela i sprawdzenia autentyczności cyfrowych dzieł sztuki.

 

Każdorazowo, gdy dzieło zmieni właściciela, twórca otrzyma procent od kolejnej transakcji. Taki właśnie procent przekazany zostanie również Beeple’owi, gdy jego „Everydays: The First 5,000 Days” trafi do kolejnych inwestorów.

Sztuka cyfrowa – nowość w domu aukcyjnym

„Christie’s nigdy wcześniej nie oferował grafiki medialnej o takiej skali lub znaczeniu” – mówi Noah Davis, specjalista w dziedzinie sztuki powojennej i współczesnej w Christie’s w Nowym Jorku.
Nigdy wcześniej też żaden znaczący dom aukcyjny nie zaoferował cyfrowej pracy z unikalnym NFT.

 

Warto wspomnieć, że aukcja cieszyła się ogromnym zainteresowaniem – stronę domu aukcyjnego i ostatnie chwile licytacji przyciągnęły 22 miliony ciekawych jej wyniku internautów. W samej aukcji wzięli udział oferenci z 11 krajów. Niestety nie podano do wiadomości publicznej, kto stał się szczęśliwym nabywcą tego wyjątkowego dzieła. Praca Beeple’a „Everydays: The First 5,000 Days” zostanie dostarczone bezpośrednio do kupującego wraz z zaszyfrowanym i niemożliwym do sfałszowania podpisem artysty.

Beeple zaskoczony wynikiem aukcji

Sam Mike Winkelmann zaskoczony nieprawdopodobnym wynikiem, jaki osiągnęło dzieło, którego cena wyjściowa wyznaczona została na – uwaga – 100 dolarów! Skomentował to bezprecedensowe wydarzenie słowami: „Myślę, że jesteśmy świadkami początku kolejnego rozdziału w historii sztuki – sztuki cyfrowej”.

 

Już kwota 14 milionów dolarów, którą zaoferowano godzinę przed zakończeniem aukcji była dla artysty „absurdalną”. Możemy się tylko domyślać, jak skomentował (zapewne w swoim stylu) wynik końcowy. W końcu przyniósł mu światową sławę.