Gustav Klimt – sylwetka artysty

Obrazy Gustava Klimta kojarzy chyba każdy – nie tylko miłośnicy historii sztuki, ale też dekoracji wnętrz czy stylizowanego na secesyjny designu. Takie dzieła, jak “Pocałunek” czy “Portret Adeli Bloch-Bauer I – Złota Adela” inspirują do dziś. Co wiemy na temat życia i twórczości Gustava Klimta? Sprawdź w naszym małym kompendium wiedzy na temat secesyjnego twórcy!

Gustav Klimt – Portret Adeli Bloch-Bauer I – Złota Adela, źródło: wikipedia.org

Gustav Klimt – życie totalne

Gustav Klimt urodził się w 1862 roku na przedmieściach Wiednia jako drugie z siedmiorga dzieci. Od małego miał kontakt ze sztuką – jego ojciec był złotnikiem-grawerem i inspirował Gustava swoimi kunsztownymi pomysłami. Ten poszerzał wiedzę i umiejętności w Szkole Rzemiosła Artystycznego i Wyższej Szkole Sztuki Stosowanej. Biżuteryjną dekoracyjność w jego dziełach malarskich i rysunkach widać zresztą na pierwszy rzut oka. Co ciekawe, Gustav Klimt w swoich obrazach często stosował opracowaną przez siebie, inspirowaną sztuką Bizancjum technikę, w której łączył farbę olejną ze srebrną folią czy specjalnym złotem w cieniutkich płatkach, nanoszonych bezpośrednio na płótno. Prace Austriaka miały opierać się na założeniach dzieła totalnego, czyli takiego, którego nie dotyczą żadne mody, narzucane z góry koncepcje czy wpływy epoki. Swoboda twórcza, wrażliwość, wyobraźnia, intuicja – tylko tym Gustav Klimt chciał kierować się w swojej twórczości.

Przedstawiciel wiedeńskiej secesji, Gustav Klimt, na wczesnym etapie swojej kariery zaczął współpracować z bratem Ernstem, a do ich dwójki dołączył w końcu Franz Matsch. Panowie ozdobili sufity pałacu Sturany w Wiedniu i stworzyli dekoracje dla nowej siedziby Burgtheater, a samych siebie zaczęli nazywać Künstler-Compagnie, czyli Kompanią Artystów. W związku ze swoimi dokonaniami na polu artystycznym, Gustav Klimt został wyróżniony w 1888 roku Złotym Krzyżem Zasługi Cywilnej z Koroną przez samego cesarza Franciszka Józefa. Klimt miał wtedy zaledwie 26 lat! Jak łatwo się domyślić, kolejne lata tylko ugruntowały jego pozycję w świecie sztuki.

Gustav Klimt – Danaë, źródło: wikipedia.org

Gustav Klimt – obrazy, które warto znać

“Pocałunek”, “Drzewo życia”, “Judyta z głową Holofernesa”… Nikt, kto interesuje się sztuką, nie ma prawa nie kojarzyć tych obrazów Gustava Klimta. Zaryzykujemy stwierdzenie, że znają je nawet ci, którzy nie są specjalistami w dziedzinie secesji czy symbolizmu – te dzieła sztuki już dawno temu zostały zaanektowane przez popkulturę i pojawiają się wszędzie, od okładek zeszytów po nadruki na kubkach. Oprócz tych płócien na pewno godne uwagi są takie obrazy Klimta jak “Pallas Athene”, “Danae”, “Śmierć i życie”, “Medycyna”, “Dziewica” czy “Portret Emilie Flöge”. Wszystkie charakteryzuje niezwykła dekoracyjność, stosowanie błyszczących powierzchni z dominantą złota, liczne faliste i geometryczne kształty czy symbolizm wyraźny nawet dla niewtajemniczonego w historię malarstwa widza. Co ciekawe, egzotyczną ornamentykę Klimt zawsze łączył z niezwykłą precyzją w oddawaniu ludzkich twarzy, co widać, chociażby we flagowym obrazie jego autorstwa, czyli dziele “Portret Adeli Bloch-Bauer I – Złota Adela”.

Gustav Klimt – Judyta z głową Holofernesa, źródło: wikipedia.org

Gustav Klimt był bez wątpienia artystą inspirującym – takim, który faktycznie odcisnął piętno na historii malarstwa i sprawił, że zaczęło być ono postrzegane nie tylko jako metoda prezentowania realistycznych wizerunków możnych czy scen biblijnych, ale też najlepszy sposób do opowiedzenia o tym, co dzieje się w świecie duchowym i emocjonalnym artysty. Jeśli zajrzysz do naszej internetowej galerii sztuki, na pewno zauważysz, jak wielu młodych twórców nawiązuje w swoich pracach właśnie do obrazów Gustava Klimta, jednego z najwybitniejszych przedstawicieli secesji.

Galeria bez wyczucia? Marketingowcy The Courtauld Gallery zdecydowanie się nie popisali…

Wydawałoby się, że instytucje zajmujące się krzewieniem kultury doskonale zdają sobie sprawę z tego, co wypada, a co nie. Jednak okazuje się, że nawet w tego typu miejscach nie wszystkie decyzje podejmowane są z wyczuciem. Ostatnio sporo kontrowersji wzbudziły gadżety, zaprojektowane jako pamiątki z wystawy „Van Gogh. Autoportrety” w The Courtauld Gallery w Londynie. Przeczytaj, żeby poznać więcej szczegółów.

Jeden z gadżetów, które jeszcze niedawno można było kupić w sklepiku The Courtauld Gallery z okazji wystawy „Van Gogh. Autoportrety”, źródło: the guardian

Nietrafiony pomysł? Mało powiedziane

Ludziom kultury też zdarza się być oskarżanym o brak wyczucia czy nawet ogłady. Przykładem takiej sytuacji mogą być chociażby kontrowersje, które wzbudził ostatnio asortyment sklepu z pamiątkami w londyńskiej galerii sztuki The Courtauld Gallery. Chodzi o gadżety, których sprzedaż miała promować wystawę „Van Gogh. Autoportrety”, zorganizowanej właśnie w tej instytucji. Dział marketingu wyraźnie chciał zaskoczyć odwiedzających czymś dowcipnym i nieoczywistym, zdecydował się więc zaprojektować pamiątki w co najmniej niezręcznej formie: gumkę do mazania w kształcie odciętego ucha, zestaw nazywany “mentalną apteczką” z 20 poradami na temat tego, jak się zachować w kryzysowych sytuacjach w życiu czy mydełko „dla udręczonego artysty, który lubi pluskać się w bąbelkach”. Może nie byłoby w tym nic kontrowersyjnego, gdyby przedmioty te nie towarzyszyły wystawie prezentującej twórczość Vincenta van Gogha. Każdy, kto chociaż pobieżnie zapoznał się z jego życiorysem, zdaje sobie na pewno sprawę, że artysta cierpiał na choroby psychiczne, które leczył w szpitalu, a w efekcie których targnął się na swoje zdrowie, odcinając sobie ucho.

Dlaczego Vincent van Gogh odciął sobie ucho? Sprawdź!

Wystawa „Van Gogh. Autoportrety” – marketingowcy w ogniu krytyki

Według opinii co wrażliwszych osób, odwiedzających wystawę „Van Gogh. Autoportrety” w The Courtauld Gallery, pomysł na zaprojektowanie i wprowadzenie do sprzedaży właśnie takich gadżetów jest co najmniej niestosowny – kpiący z osób cierpiących na zaburzenia psychiczne, a do tego lekceważąco traktujący dramatyczną historię samego van Gogha. Pomysłodawcom pamiątek w takiej właśnie formie oberwało się nie tylko od gości, ale też od krytyków sztuki i innych cenionych w branży osobistości. Krytyk David Lee na łamach serwisu „Daily Mail” uznał projekt “zabiegiem marketingowym wymyślonym przy piwie” i zastanawiał się, czy na tej samej zasadzie PR-owcy z The Courtauld Gallery zaproponowaliby długopisy w kształcie protez jako gadżety do wystawy z obrazami Fridy Kahlo, artystki, która musiała się poddać amputacji nogi. W przesłanym do CNN oświadczeniu, właściciele The Courtauld Gallery zapewnili, że nie lekceważą ani chorób psychicznych, ani osób, które na nie cierpią, a dopuszczenie do sprzedaży kontrowersyjnych przedmiotów nie było podyktowane złymi intencjami. Część z nich, w tym gumka w kształcie odciętego ucha, została już wycofana z asortymentu galeryjnego sklepiku.

Jeśli lubisz być na bieżąco z tego typu informacjami związanymi ze światem sztuki, koniecznie odwiedzaj nas częściej – specjalnie dla Ciebie trzymamy rękę na pulsie i mówimy o tym, co warto wiedzieć w kontekście artystów, ich życia i twórczości.

Ochroniarz z artystyczną duszą? Zobacz, co zrobił strażnik z dziełem sztuki wartym miliony!

W jednym z rosyjskich muzeów w lutym tego roku doszło do dewastacji wartego kilka milionów dzieła sztuki. Tym razem jednak sprawca nie zrobił tego umyślnie – wychodził z założenia, że… poprawia obraz. W dodatku był nim nie kto inny jak ochroniarz zatrudniony w galerii. O co chodzi w całym tym wydarzeniu? Zobacz, co tak naprawdę się stało.

Anna Leporska – Trzy postaci (fragment zniszczonego obrazu), źródło: wyborcza.pl za The Art Newspaper Russia

Domalował oczy, bo myślał, że… “poprawi” dzieło sztuki

W Prezydenckim Centrum Borysa Jelcyna w Jekaterynburgu doszło do wydarzenia, które naprawdę odejmuje mowę nie tylko tym, którzy cenią malarstwo, ale także wszystkim, którzy po prostu kierują się w codziennych decyzjach… rozsądkiem. Otóż zatrudniony w galerii ochroniarz namalował oczy bohaterom obrazu “Trzy postacie” Anny Leporskiej, ponieważ uznał, że w tej abstrakcyjnej kompozycji zdecydowanie ich brakowało. Strażnik zarzeka się, że został o takie działanie poproszony przez grupę nastolatków, którzy naciskali go na “poprawienie” obrazu. Pracujący w instytucji zaledwie przez jeden dzień mężczyzna był pewien, że nie robi nic złego – zwłaszcza że przechodnie zdawali się mu kibicować. Straty oszacowano na jeden milion dolarów, a koszt koniecznej naprawy – na prawie 13 tysięcy dolarów. Na szczęście najprawdopodobniej uda się bez większego problemu przywrócić dawny stan obrazowi Leporskiej – wszystko wskazuje na to, że niebawem będziemy mogli znów go podziwiać. Ochroniarz oczywiście stracił pracę. Grozi mu teraz kara grzywny oraz trzy miesiące pozbawienia wolności.

Ochroniarz, który chciał poprawić dzieło sztuki – kim jest?

Sprawcą całego zamieszania jest Rosjanin, Aleksander Wasiliew, 63-latek, który dorabiał w muzeum do skromnej emerytury. W swoim życiu przeszedł niejedno traumatyczne wydarzenie – walczył w Afganistanie i Czeczeni, gdzie w połowie lat 90. został ranny, a niedawno pochował żonę i zamordowanego od ciosu nożem syna. Wierzymy, że cała sytuacja szybko się wyjaśni, obraz zostanie naprawiony, a chorujący 63-latek nie poniesie zbyt srogich konsekwencji za swój nieprzemyślany czyn. Kuratorka wystawy, Anna Reshetkina, podkreśliła w swoim oświadczeniu, że tak naprawdę motywy działania strażnika pozostają nieznane, ale “zarząd wierzy, że była to chwilowa niepoczytalność”. Zniszczenia zostały odkryte w pierwszym tygodniu grudnia, a sprawę na policję zgłoszono 20 grudnia. Jekaterynburskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych odmówiło jednak wniesienia oskarżenia przeciwko mężczyźnie, uznając szkody za „nieznaczne”. Śledztwo wszczęto po tym, jak Ministerstwo Kultury poskarżyło się do biura prokuratura generalnego na opieszałość policji.

Warto wiedzieć, że obraz „Trzy postacie” radzieckiej artystki Anny Leporskiej namalowany został w latach 1932-1934 i jest ubezpieczony na około 3,9 mln złotych. Na potrzeby wystawy malarstwa abstrakcyjnego w Prezydenckim Centrum Borysa Jelcyna w Jekaterynburgu został wypożyczony z moskiewskiej Galerii Trietiakowskiej.

Jeśli interesują Cię newsy ze świata sztuki, zostań z nami w kontakcie. Na naszym portalu regularnie dzielimy się z Tobą nowinkami i najważniejszymi informacjami związanymi z twórczością i prywatnym życiem artystów, wystawami i nie tylko.

Johnny Depp zmienia zawód? Aktor właśnie zajął się malowaniem obrazów. Nie uwierzysz, w jaki sposób je sprzedaje!

Czyżby kolejna szokująca wiadomość na temat Johnny’ego Deppa miała służyć wyłącznie sensacji? Tym razem nie: potwierdzamy. Znany aktor właśnie zajął się malowanie obrazów, które sprzedaje w dość niezwykły, ale coraz modniejszy ostatnio sposób.

Johnny Depp podczas pracy nad obrazem, źródło: neverfeartruth.com

Johnny Depp przerzuca się na malarstwo? Nie do końca

Johnny Depp to bez wątpienia charyzmatyczna osobowość. Aktor na każdym kroku zaskakuje, wciąż wpadając na nowe pomysły, czasem mniej, czasem bardziej szokujące. Tym razem zdziwił swoich fanów, kiedy ogłosił, że właśnie można nabyć… malowane przez niego obrazy. Prace przedstawiają portrety osób, które w jakiś sposób są gwiazdorowi bliskie – to między innymi jego córka ze związku z Vanessą Paradis – Lily-Rose Depp czy aktorka Elizabeth Taylor. Frapuje jednak nie tylko sam pomysł zabrania się przez Deppa za malarstwo, ale też sposób, w jaki jego obrazy będzie można nabyć. Otóż dostępne będą one jako… tokeny, emitowane w technologii NFT, która aktualnie robi zawrotną karierę.

Co to jest NFT? W telegraficznym skrócie o tokenach

Czym tak naprawdę jest token? To rodzaj cyfrowej “waluty”, która nie posiada odpowiednika, który świadczyłby o jej wartości w realnym świecie (na przykład w postaci sztabek złota przechowywanych w skarbcu banku). Podobnie jak chociażby bitcoin, są połączone z bazą danych, określaną jako blockchain. Tokenów nie należy jednak mylić z kryptowalutami, które można wymieniać na podobnej zasadzie, jak “prawdziwe” pieniądze. Można sobie wyobrazić, że wirtualny ciąg zer i jedynek, potwierdzony specjalnym certyfikatem, może zamienić się w coś, czego nie ma nikt inny na świecie, od dostępu do elitarnego grona na forum po sztukę. Taką jak chociażby obrazy namalowane przez Johnny’ego Deppa. Aktor wypuścił dokładnie 11 111 niezamiennych tokenów. Na stronie internetowej poświęconej malarstwu aktora znajdziesz dokładną instrukcję, w jaki sposób się zarejestrować i jak, krok po kroku, wejść w posiadanie dzieł sztuki autorstwa Johnny’ego Deppa, najbardziej charyzmatycznego i barwnego gwiazdora Hollywood.

Johnny Depp podczas pracy nad portretem Heatha Ledgera, źródło: neverfeartruth.com

Tokeny, blockchain i wirtualne dzieła sztuki to coś, czego totalnie nie rozumiesz? Zainwestuj w dzieła sztuki w zdecydowanie bardziej tradycyjny (choć przecież też opierający się na internecie) sposób. Wystarczy, że wejdziesz do naszej internetowej galerii sztuki i wybierzesz pracę, która najlepiej pasuje do Ciebie i Twojego mieszkania, a my zadbamy o to, żeby dotarła do Ciebie jak najszybciej, w swojej najpiękniejszej, realnej formie.

Katarzyna Kobro przejmuje Google. Jak wyszukiwarka uświetniła rocznicę urodzin artystki?

124. rocznica urodzin Katarzyny Kobro nie mogła przejść bez echa. Niekwestionowany król internetu, wyszukiwarka Google, wspomniała o tym wydarzeniu w charakterystyczny dla siebie sposób: za pomocą specjalnie zaprojektowanego Google Doodle, czyli czasowej zmiany logotypu strony.

Katarzyna Kobro – 124. rocznica urodzin, źródło: google doodle

Google Doodle a świat sztuki – co warto wiedzieć?

Google inspiruje i zachęca do zapoznania się z fascynującą historią sztuki na wiele sposobów. To oczywiste, że jest źródłem konkretnej wiedzy o nurtach w malarstwie, grafice czy rzeźbie, że pozwala zapoznać się z sylwetkami twórców czy pracami młodych ambitnych malarzy – między innymi dzięki temu, że to właśnie za pośrednictwem słynnej amerykańskiej wyszukiwarki możesz trafić do naszych wpisów. Ci, którzy na stronę Google’a wchodzą codziennie, jako źródło inspirujących informacji na pewno wymienią też Google Doodle. Co to takiego? Specjalna, tymczasowa zmiana oryginalnego logotypu Google na stronie głównej wyszukiwarki i na stronach z wynikami. Jest to nie tylko sposób na urozmaicenie layoutu strony, ale też symboliczne upamiętnienie różnego rodzaju wydarzeń, świąt, rocznic, postaci. Wśród nich często znajdują się też osoby związane z historią sztuki, takie jak chociażby Michał Anioł, Gustav Klimt czy Hokusai. Teraz do grona artystów, którym Google składa nietypowy, wirtualny hołd, dołączyła także Katarzyna Kobro, jedna z najważniejszych artystek w polskiej sztuce.

Kobro bohaterką Google’a. Wyjątkowe upamiętnienie 124. urodzin polskiej artystki

Dokładnie w 124. rocznicę urodzin Katarzyny Kobro, czyli 26 stycznia 2022 roku, Google uraczył użytkowników pięknie zilustrowanym logotypem, celebrującym pamięć o tej niezwykłej artystce. Obrazek wyświetlał się nie tylko w Polsce, ale też między innymi w Stanach Zjednoczonych, Austrii, Szwajcarii i Niemczech, czyli w miejscach, w których miłośnikom sztuki postaci Kobro nie trzeba specjalnie przedstawiać. Rzeźbiarka, urodzona w 1898 roku w Moskwie, do dziś uznawana jest za najważniejszą twórczynię awangardy europejskiej. Swoje prace opierała nie na emocjach czy odczuwaniu, ale na uniwersalnych i obiektywnych prawach, które zawsze poddawała wnikliwej analizie. Zerwała z przedstawiającymi, estetyzującymi formami na rzecz konkretnych, geometrycznych kształtów i obiektów, które zawsze niejako współgrały z przestrzenią, nie pozostawiając żadnej części dzieła zamkniętą. Do słynnych dzieł Katarzyny Kobro należą między innymi rzeźby “Konstrukcja wisząca 2” z 1921-1922 roku, “Kompozycja przestrzenna 9” z 1933 roku czy gipsowe “Akty” z 1948 roku. Prywatnie Katarzyna Kobro była żoną Władysława Strzemińskiego, nazywanego ojcem chrzestnym polskiego konstruktywizmu. Dramatyczne rozstanie z artystą odcisnęło niestety piętno na życiu Kobro i jej psychofizycznej kondycji pod koniec życia. Artystka zmarła w 1951 roku po przegranej walce ze złośliwym rakiem dróg rodnych.

Katarzyna Kobro – Kompozycja przestrzenna nr 6, źródło: msl.org.pl

Google i zasady rządzące tym, co wyświetla nam się wysoko na liście wyszukiwania, bywają poddawane bezustannej krytyce użytkowników internetu czy internetowych twórców. Ale trzeba przyznać, że Google Doodle to fantastyczny sposób na to, żeby w zupełnie naturalny sposób zainteresować przypadkowych internautów światem sztuki!

Pointylizm – kierunek w sztuce

Pointylizm, nazywany też puentylizmem, to jeden z najciekawszych kierunków w sztuce końca XIX wieku. Niezwykle wymagająca technika tworzenia obrazu za pomocą pojedynczych plamek koloru, a nie zamaszystych pociągnięć pędzla, do dziś robi wrażenie na oglądających obrazy, chociażby Georgesa Seurata w galeriach sztuki. Na czym polega ten nurt? Jaki jest związek między dywizjonizmem a puentylizmem? Sprawdź wszystkie ważne informacje.

Georges Seurat – Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte, źródło: wikipedia.org

Pointylizm w malarstwie – czym charakteryzuje się ten nurt w XIX-wiecznej sztuce?

Pointylizm, nazywany też puentylizmem, to jeden z najbardziej charakterystycznych i niezwykłych kierunków w XIX-wiecznej sztuce. Jego nazwa pochodzi od francuskiego słowa “pointiller”, oznaczającego czynność kropkowania czy punktowania. I dokładnie na tym polega pointylizm w malarstwie: na budowaniu obrazu za pomocą barwnych plamek, rozmieszczonych gęsto na powierzchni płótna, naniesionych czubkiem pędzla. Punkciki te z bliska tworzą wielobarwną sieć, ale oglądane z odpowiedniej odległości, tworzą konkretne obiekty – portrety, pejzaże, ludzkie postaci, martwe natury. Pointylizm był jednym z przejawów neoimpresjonizmu. Samo określenie “pointylizm” ukuł Felix Fénéon – w założeniu miało być złośliwością wobec jednego z najważniejszych przedstawicieli tego kierunku, Georgesa Seurata. Pojęcie to jednak świetnie się przyjęło i szybko straciło swój pierwotny, negatywny wydźwięk.

Dywizjonizm a puentylizm – jaka jest analogia między tymi kierunkami?

Pointylizm w malarstwie był rozwinięciem poszukiwań impresjonistów, a także malarzy, którzy wywodzili się z impresjonizmu, ale wkrótce zaczęli się przeciw niemu buntować. Tak naprawdę najsilniejszą korelację można zauważyć między puentylizmem a dywizjonizmem, czyli techniką malarską, której ojcem chrzestnym był Claude Monet. Polegała ona na nakładaniu farb przy użyciu plam czystych, podstawowych kolorów – dopiero oglądane z dystansu, łączyły się one w siatkówce ludzkiego oka, tworząc kolory uzupełniające. Czemu miało to służyć? Efektowi niebywałej świetlistości i świeżości, a także testowaniu nowych, zaskakujących odkryć XIX-wiecznych naukowców na polu fizyki czy optyki.

Georges Seurat – jeden z najwybitniejszych przedstawicieli neoimpresjonizmu. Poznaj sylwetkę twórcy

Jeśli chodzi o malarzy pointylizmu, możemy wskazać jednego twórcę, który odcisnął zdecydowanie największe piętno w historii sztuki, jeśli chodzi o ten konkretny kierunek. To Georges Seurat urodzony w 1959 roku w Paryżu. Stworzył fundamenty rewolucyjnego kierunku, bazującego na optyce i chromatyce, jednak niestety nie miał okazji rozwinąć swoich teoretycznych poszukiwań – zmarł w wieku zaledwie 31 lat. Pozostawił po sobie jednak kilka dzieł, które do dziś robią niezwykłe wrażenie.

Georges Seurat – La Parade de cirque (detal), źródło: wikipedia.org

Puentylizm – obrazy, które warto znać, żeby zrozumieć fenomen tego kierunku w sztuce

Jeśli chodzi o najbardziej charakterystyczne dla pointylizmu obrazy, zdecydowanie należy zacząć od pracy “Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte”, nad którą Georges Seurat pracował w latach 1884-1886 oraz od “Kąpieli w Asnieres”, którą malarz ten zrealizował chwilę wcześniej, na przestrzeni lat 1883-84. Do innych znanych obrazów pointylizmu należą “Modelki” z 1888 roku oraz “Cyrk” (1890-1891), również namalowane przez Georgesa Seurata. Nie da się nie zauważyć, że to właśnie te płótna miały znaczący wpływ na kształtowanie się artystycznych postaw na przełomie XIX i XX wieku. Przykład? Obraz Paula Signaca “Wielki Kanał Wenecki” z 1905 czy “Siewca I” z 1888 autorstwa Vincenta van Gogha, w których da się dostrzec wyraźne nawiązania do “wynalazku” Seurata, jakim był nietypowy sposób kładzenia farby na powierzchnię obrazu.

Georges Seurat – Kąpiel w Asnieres, źródło: wikipedia.org

Pointylizm, inaczej puentylizm, to fascynujący kierunek w sztuce drugiej połowy XIX wieku, stanowiący jeden z najlepszych przykładów zamiłowania modernistycznych artystów do poszukiwań formalnych i wizualnych czy technicznych eksperymentów. Malarze puentylizmu z pewnością zrewolucjonizowali sposób postrzegania płótna i farby, a ich prace do dziś oddziałują na wyobraźnię odbiorców sztuki i kolejne pokolenia twórców.

Prace Łempickiej i Stryjeńskiej na aukcji poświęconej art déco – padł kolejny rekord?

Dzięki na nowo odkrywanej miłości do jego ponadczasowych zalet, zachwycamy się twórczością ikon art déco w sztuce. Łempicka i Stryjeńska to nazwiska, które należy znać. Ich sylwetkom poświęcimy dzisiejszy wpis.

Ponadczasowy styl art déco nadal zachwyca

Zacznijmy jednak od małego wprowadzenia. Czym charakteryzuje się styl art déco? I co jest w nim tak niepowtarzalnego, że pomimo upływu wieku nadal odnajdujemy jego trendy nie tylko we współczesnej sztuce, ale i w architekturze wnętrz czy modzie? Dla wielu jest nadal źródłem inspiracji. Czerpiemy z niego charakterystyczną dbałość o detale, elegancję, klasę, wyrafinowane geometryczne wzornictwo, całe zestawienie rombów, trójkątów i kwadratów, które wspólnie tworzą niezwykłą mozaikę powtarzalnych deseni. Niesprawiedliwe jest obecne nazywanie tego wytwornego stylu – glamour. Art déco odnajdziemy w różnych dekoracjach wnętrz: tkaniny, meble, lustra i oczywiście sztuka. Całość, mimo użytych różnorodnych motywów pozwalała stworzyć wnętrze eleganckie i spójne, koniecznie z zachowaną niebywałą dbałością o nawet najdrobniejsze detale. Był i do dzisiaj jest kojarzony z sukcesem. Tu nie ma miejsca na “bylejakość”. To styl dla osób wymagających, ceniących luksus i unikatowość zastosowanego wzornictwa. Warto też zaznaczyć, że jedną z głównych ról odgrywa zawsze najwyższa jakość użytych materiałów i perfekcja wykonania.

Wnętrze w stylu Art Deco, źródło www.luxdeco.com

Sukces w Paryżu, czyli jak art déco rozwijało się w Polsce?

Choć styl art déco narodził się w uprzemysłowionych krajach zachodnich, to zawitał również do Polski ze szczytem swojej popularności w latach 20. zeszłego stulecia. Wielki sukces przypada na rok 1925 i czas zorganizowanej Międzynarodowej Wystawy Sztuki Dekoracyjnej i Wzornictwa w Paryżu – Exposition internationale des arts décoratifs et industriels modernes, na której zgromadzono największą ilość dzieł sztuki i przedmiotów użytkowych charakterystycznych dla tej epoki, a od której dwóch członów nazwy pochodzi właśnie określenie art déco – Arts décoratifs. Wśród eksponatów znalazły się prace polskich twórców, które zachwyciły nie tylko ówczesnych kolekcjonerów. Paryż oszalał na punkcie polskiej sztuki tamtego okresu. Jeden z komisarzy Exposition internationale – Jerzy Warchałowski w takich oto słowach podsumował to światowej sławy artystyczne wydarzenie: „…tam dopiero, nad brzegami Sekwany odzyskaliśmy naszą niepodległość artystyczną”.

Ogólny widok na wystawę, źródło: fr.wikipedia.org

Jury wystawy doceniło i uhonorowało naszych twórców i zaprezentowany miraż stylu art déco z motywami rodzimego folkloru. Zdobyliśmy aż 35 nagród Grand Prix, a wśród nagrodzonych znalazła się między innymi artystka nazywana „księżniczką malarstwa polskiego” – Zofia Stryjeńska, mistrzyni barwnych zestawień i swobody prezentowania elementów ludowych w sztuce. Te artystyczne zabiegi sprawiły, że jej prace były i są rozpoznawalne oraz jedyne w swoim rodzaju, nie tylko w skali Polski, ale i świata. Niezwykle twórcza i utalentowana, w jej dorobku obok malarstwa sztalugowego znajdziemy grafiki, rysunki, dała się również poznać jako znakomita projektantka sztuki dekoracyjnej czy nawet zabawek dla dzieci.

Zofia Stryjeńska, źródło: wikipedia.org

“Góralka z dzbanem” Stryjeńskiej z najwyższym wynikiem podczas grudniowej aukcji

Jej prace zostały ujęte w katalogu polskiego domu aukcyjnego w grudniu minionego roku. Spośród 4 zaprezentowanych dzieł malarki, najwyższy wynik osiągnęła “Góralka z dzbanem”. To praca będąca przykładem idealnego wplatania w sztukę motywów ludowych, zabawa barwą, która u Stryjeńskiej zawsze była fundamentem jej twórczości. Sama artystka pytana o intensywność wykorzystywania elementów ludowych w swoich pracach, odpowiadała: “nasze życie jest okropnie szare. Nawet taksówki w mieście są szare. Ubrania wasze, was, nieszczęsnych mężczyzn, to parodia barwy, której tak potrzebuje i tak szuka, jak muzyk melodii. Trzeba iść po barwę na wieś, bo kraje, w której tej barwy jest jeszcze dużo, więc egzotyka, to centrala światowa koralów, są niestety zbyt daleko i dla nas niedostępne”.

Zofia Stryjeńska “Góralka z dzbanem”, źródło: desa.pl

Stryjeńska nie kopiowała ludowości, brała z niej to, co uznawała za istotne dla swojej twórczości. To te wybiórcze elementy strojów ludowych, dekoracji, które pojawiają się w jej pracach, zapewniły artystce ogromny komercyjny sukces. Nikt tak jak ona nie potrafił tworzyć zupełnie nowych zestawień wzorów, ornamentów czy deseni. To było jak układanie puzzli, tyle że z elementów z różnych pudełek. Co najważniejsze, na końcu tego procesu powstawała fantastyczna, nowa całość.

“Góralka z dzbanem” została podczas grudniowej aukcji sprzedana za kwotę 220 000 zł.

Ikona art déco – Tamara Łempicka bez nowego rekordu aukcyjnego

Nie sposób przy okazji omawiania estetyki art déco nie wspomnieć o największej artystce tamtej epoki – Tamarze Łempickiej, której twórczością świat zachwycił się na nowo w latach 70., określając ją ikoną popkultury oraz jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystek. Od lat jej prace na aukcjach dzieł sztuki osiągają rekordowe kwoty. Przypomnijmy chociażby rok 2020 i wynik, jaki osiągnął obraz „Czytająca I” – „La Liseuse I”, namalowany ok. 1951 roku. Prywatny kolekcjoner kupił go za 4,5 mln zł, a ten wynik uczynił „Czytającą I” najdrożej sprzedanym obrazem wykonanym przez kobietę.

Tamara Łempicka „Czytającą I”, źródło: artinfo.pl

W katalogu prac grudniowej aukcji zaprezentowano kilka prac Łempickiej, wśród których na uwagę zasługuje “Akt” – obraz olejny na płótnie naklejony na deskę.

Tamara Łempicka “Akt”, źródło: desa.pl

Prawdopodobnie dzieło powstało ok. 1921 roku, a więc w czasie ostatniego roku studiów artystki w paryskiej Academie Ranson u Maurice’a Denisa i Andrea Lothe’a. Był to czas w jej twórczości, który poświęciła malowaniu przede wszystkim portretów i aktów, a jej modelami byli głównie ludzie zamożni o pięknych ciałach i rysach twarzy.

“Akt” – praca o wymiarach 51 x 25,5 cm została sprzedana podczas aukcji “Art déco. Styl i epoka” za kwotę 270,000 zł, zdecydowanie poniżej jej estymacji wyznaczonej na 300,000 zł – 400,000 zł.

W katalogu domu aukcyjnego oprócz wspomnianej powyżej najdrożej sprzedanej pozycji Łempickiej podziwiać mogliśmy najbardziej charakterystyczne jej prace. Kolekcjonerzy otrzymali wyjątkową okazję nabycia pracy “Portret młodej kobiety w zielonej sukni” powstałej na podstawie malarskiej kompozycji Łempickiej, namalowanej w latach 1927-1930, obecnie przechowywanej w kolekcji Centre Pompidou w Paryżu. Oferowanej na aukcji nadano numer p.d. 51/100, który został umieszczony na suchej pieczęci 'CHELSEA GREEN EDITION’.

Tamara Łempicka “Portret młodej kobiety w zielonej sukni”, źródło: desa.pl

Miłośnicy twórczości Łempickiej i stylu art déco otrzymali dodatkową szansę posiadania kolejnego charakterystycznego dzieła malarki “Autoportret” (Tamara w zielonym Bugatti). Oryginał powstał w roku 1929 i jest częścią prywatnej kolekcji miłośnika twórczości malarki. Zaprezentowana podczas grudniowej aukcji praca wykonana została w technice gouttelette jako egzemplarz 49 ze 100. Ona również znalazła nabywcę, który zapłacił za nią 35 000 zł.

Tamara Łempicka “Autoportret” (Tamara w zielonym Bugatti), źródło: desa.pl

Jeśli bliski jest Waszemu sercu styl art déco, z pewnością odnajdziecie jego elementy w twórczości młodych polskich artystów. Charakterystyczne motywy znajdziecie w obrazach Agaty Padol, czy w pracach Natalii Leocho. Obie artystki prezentują swoje prace w Gallery Store.

Muzeum Narodowe w Warszawie kupiło prace Marca Chagalla!

Tych zakupów Muzeum Narodowe w Warszawie nie musi żałować. Nabyte właśnie przez tę instytucję prace autorstwa Marca Chagalla, jednego z najwybitniejszych artystów XX wieku, bez wątpienia będą ozdobą kolekcji i przyciągną tłumy. Co wiadomo na temat tej transakcji i kiedy obrazy będzie można zobaczyć na żywo?

Prace Marca Chagalla w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, fot. Danuta Matloch, źródło: gov.pl

Muzeum zrobiło zakupy. Oto co nabyła warszawska instytucja

W grudniu ubiegłego roku dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, Łukasz Gaweł, z dumą ogłosił rodakom, że MNW dokonało zakupu aż 14 wyjątkowych rysunków autorstwa Marca Chagalla, jednego z najwybitniejszych artystów w historii sztuki XX wieku. Prace te nabyte zostały na aukcji w jednym ze szwajcarskich domów aukcyjnych, gdzie umieściła je sama rodzina nieżyjącego od 1985 roku artysty. Do zakupu dzieł mogło dojść dzięki dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Inwestycja na pewno się opłaci. Jak podkreśla minister kultury Piotr Gliński: “Wzbogaciliśmy polskie zbiory muzealne o dzieła z kanonu światowej sztuki XX wieku”. Warto przy okazji zauważyć, że prace Chagalla mają w zbiorach nieliczne polskie muzea. Pięć grafik ma w swojej kolekcji Muzeum Narodowe w Krakowie, dwie – Muzeum Narodowe w Lublinie, tyle samo miało do tej pory Muzeum Narodowe w Warszawie. Zakupione właśnie kolorowe rysunki Chagalla zostały zaprezentowane na specjalnej konferencji w grudniu 2021 roku. Mają być pokazane publiczności już wiosną 2022 na czasowej wystawie.

Wszystko, co musisz wiedzieć o rysunkach Chagalla, które trafiły do MNW

Jeśli chodzi o autentyczność rysunków Chagalla, absolutnie nie ma się czego obawiać. Wszystkie opatrzone są certyfikatem z potwierdzeniem autentyczności, jaki wystawia Comité Marc Chagall w Paryżu, a więc instytucja sprawującą pieczę nad spuścizną artysty. Zakupione przez MNW prace pochodzą przede wszystkim z lat 60. i 70. XX w. Powstały w technice łączącej gwasz, temperę, kredkę, ołówek, kolorowy tusz, a nawet pastele. Jeśli chodzi o tematykę, prace nawiązują do dzieciństwa autora, do Starego i Nowego Testamentu, ale są też pełne takich uniwersalnych symboli, jak zwierzęta, rośliny czy ludzkie postaci.

Marc Chagall, jeden z wybitnych. Co warto o nim wiedzieć? Najważniejsze informacje w dużym skrócie

Co wiemy o genialnym malarzu, Marcu Chagallu? Urodził się w 1887 roku, niedaleko Witebska w Imperium Rosyjskim (teren obecnej Białorusi). Naprawdę nazywał się Mojsza Zacharowicz Szagałow i pochodził z rodziny żydowskiej. Jako młody, zainteresowany sztuką mężczyzna, wyjechał do Paryża, gdzie w krótkim czasie zaczął zyskiwać rozgłos. Podczas II wojny światowej wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkał do 1948 roku. Później osiedlił się znów w ukochanej Francji, gdzie działał z sukcesem aż do swojej śmierci w wieku 98 lat.

Jeśli zainteresowały Cię nabyte przez Muzeum Narodowe w Warszawie obrazy autorstwa Marca Chagalla, już wiosną tego roku możesz wybrać się na wystawę, żeby zobaczyć je na własne oczy. W międzyczasie sprawdź w naszej internetowej galerii sztuki liczne prace, które powstały w oparciu o inspirację twórczością znakomitego XX-wiecznego malarza.

Znalezisko jedyne w swoim rodzaju. Rysunek Albrechta Dürera kupiony za bezcen, teraz jest wart miliony!

Takie odkrycia nie zdarzają się często, a jak już mają miejsce, to elektryzują całą opinię publiczną, zainteresowaną światem sztuki. Tym razem chodzi o rysunek renesansowego mistrza, Albrechta Dürera, który został zakupiony zupełnie przypadkiem na jednej z amerykańskich aukcji ze starociami. Co wiemy na temat tego dzieła? Jaka jest jego historia? Na jaką wartość została wyceniona praca i gdzie można ją oglądać? Dowiedz się więcej.

Albrecht Dürer – The Virgin and the Christ Child with a Flower on a grassy Bench, źródło: Agnews Gallery.com

Albrecht Dürer z wyprzedaży

Historia, która poruszyła w ostatnim czasie cały świat sztuki, jest wyjątkowo pasjonująca i, jak zazwyczaj bywa przy tego typu sytuacjach, stanowiłaby świetną inspirację dla hollywoodzkich scenopisarzy. Co stało się tym razem? Otóż pewien mieszkaniec Stanów Zjednoczonych kupił w 2016 roku na aukcji ze starociami z jednej z ekskluzywnych rezydencji dwa przedmioty: niepozorny, choć niezwykłej urody rysunek oraz naszyjnik ze sztucznego jadeitu. Po rozmowie ze swoim przyjacielem księgarzem, który nieco zna się na sztuce i konsultacji z marszandem Cliffordem Schorerem, doszedł do wniosku, że być może postać Maryi z Dzieciątkiem została naszkicowana na papierze przez samego Albrechta Dürera, o czym mogły świadczyć inicjały artysty, umieszczone u dołu pracy. Przypuszczenie to potwierdziła Jane McAusland, specjalistka od konserwacji papieru, która doradza muzeom, marszandom i domom aukcyjnym.

Genialne fałszerstwo czy arcydzieło warte miliony?

Co świadczy o tym, że „Dziewica i Dzieciątko z kwiatem na trawiastej ławce” faktycznie jest autorstwa Dürera? Przede wszystkim pojawiający się na pracy znak wodny w kształcie trójzębu, charakterystyczny dla twórczości Niemca. Znakiem tym oznaczano papier z pracowni Jakoba Fuggera, patrona Albrechta Dürera. Eksperci szacują, że rysunek powstał około 1503 roku, kiedy to niemiecki artysta poświęcał uwagę postaci Maryi na trawiastej ławeczce, prawdopodobnie zbierając inspiracje do akwareli „Matka Boska wśród zwierząt” z 1506 roku. Nie wszyscy jednak są tego samego zdania. Fritz Koreny, badacz z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Wiedeńskiego twierdzi, że autorem rysunku bez wątpienia jest… uczeń Dürera, czyli Hans Baldung. Tak czy inaczej, prace nad weryfikacją dzieła trwają. Ono samo zostało wystawione na widok publiczny w galerii Colnaghi w Nowym Jorku. Galeria Agnews Gallery ma zażądać za dzieło nawet… 8-cyfrowej kwoty.

Albrecht Dürer – mistrz sztuki renesansowej, który do dziś zachwyca (nie tylko marszandów)

Kwota za rysunek Albrechta Dürera nie powinna nikogo dziwić. W końcu Niemiec należał do najwybitniejszych twórców przełomu średniowiecza i renesansu. Urodzony w 1471 roku w Norymberdze, często podróżował w celu zainspirowania się i poszerzenia horyzontów. Znany był nie tylko ze swoich genialnych obrazów religijnych oraz autoportretów, ale też z… nietuzinkowego, nieco narcystycznego sposobu bycia. Według jego własnych słów, inni malarze mieli na przykład “nie widzieć piękniejszych barw” niż te z jego płócien. Jak pięknie pisze Jowita Jagla o Dürerze na jednym z portali o sztuce: “dokonał on wielkiej rewolucji w technice drzeworytu, nadając mu wyśmienitą linię, narracyjność i rzetelną trójwymiarowość”. I właśnie grafiki genialnego Niemca do dziś pozostają prawdziwym obiektem pożądania marszandów na całym świecie.

Jak się okazuje, w 2022 roku nadal warto rozglądać się za rysunkami czy obrazami na różnego rodzaju pchlich targach, aukcjach i kramach ze starociami. Kto wie, może wśród rupieci Ty również trafisz pewnego dnia na taki rarytas, jak rysunek „Dziewica i Dzieciątko z kwiatem na trawiastej ławce” autorstwa Albrechta Dürera?

Kolejny rekord Abakanowicz i jej bezgłowych dziecięcych postaci

Rok 2021 można uznać za rekordowy pod względem inwestycji w dzieła sztuki. Światowi marszandzi każdorazowo zwracają uwagę na prawdziwe perły sztuki, w które obfitują zazwyczaj aukcje w ostatnich miesiącach każdego roku. Tak było w zakończonym ogromnym sukcesem roku 2021. To była prawdziwa uczta dla obserwatorów, ale przede wszystkim inwestorów i kolekcjonerów.

“Bambini” Abakanowicz nowym rekordem na polskiej aukcji!

Do rekordu można zaliczyć sprzedaż aukcyjną wybitnego dzieła Magdaleny Abakanowicz – 83 betonowe figury. Monumentalne, bez twarzy, bez płci, każda inna. Inna, bo według artystki natura nigdy nie tworzy kopii, nigdy się nie powtarza. Każda stworzona z wielką pasją. Każda opowiada swoją historię. Wspólnie tworzą rekordowy tłum dziecięcych figur.

(źródło: polswissart.pl)

Po spektakularnej październikowej sprzedaży „Tłumu III” Magdaleny Abakanowicz, pałeczkę najdrożej sprzedanego dzieła w Polsce przejęła właśnie grupa rzeźbiarska „Bambini”. Data 7 grudnia 2021 zapewne przejdzie do historii największych wydarzeń ze świata sztuki, zapisując na jej kartach rekordową kwotę 13,6 mln zł.

„Bambini” to dzieło, które powstało na przełomie roku ’98 i ’99 i należy do najliczniejszych wielopostaciowych, bezgłowych tłumów, jakie stworzyła artystka. Jest ono obecnie najdrożej sprzedaną pracą Abakanowicz na świecie.

W katalogu aukcyjnym mogliśmy przeczytać: „Jedna z najliczniejszych i najbardziej rozpoznawalnych w twórczości artystki grup rzeźbiarskich jest monumentalną, poruszającą refleksją nad egzystencją i kondycją współczesnego człowieka. Przedstawiająca, nie bez powodu właśnie, postaci dziecięce, jest opowieścią o tym jak rodząc się w społeczności i będąc jej częścią, jesteśmy już od początku zindywidualizowani i określeni”.

(źródło: polswissart.pl)

Abakanowicz – droga od malarstwa do rzeźby

Znana obecnie całemu światu z betonowych rzeźb Magdalena Abakanowicz urodziła się 20 czerwca 1930 w Falentach, we wsi położonej w województwie mazowieckim. Swoją artystyczną drogę rozpoczęła od malarstwa, tworząc ogromnych rozmiarów dzieła głównie na tekturze i lnie. Uwagę poświęcała wówczas roślinności, ptactwu czy rybom. Stosunkowo szybko jednak zrezygnowała z tej formy sztuki na rzecz tkaniny. Zaprezentowana w Warszawie w 1960 roku w Galerii Kordegarda “Kompozycja” sprawiła, że krytycy nie byli w stanie określić jednoznacznego stanowiska określającego dzieło. Padło wówczas pytanie, czy to jeszcze jest abstrakcyjne malarstwo, czy wyłącznie dekoracyjna tkanina. Sukces tego medium w wykonaniu Abakanowicz nadszedł podczas Biennale Tkaniny w Lozannie w roku 1962. Artystka zaprezentowała wówczas kompozycję o powierzchni 12m2 składającą się z kawałków białych, brązowych i szarych tkanin stanowiących niezwykle różnorodne łączenia struktur i faktur. Kolejny sukces to rok 1965. To był moment, w którym Magdalena Abakanowicz zaprezentowała światu swój gobelin będący monumentalną kompozycją przestrzenną zbliżoną do rzeźby. Otrzymała Grand Prix na Biennale w São Paulo i zdobyła jednocześnie międzynarodową sławę oraz uznanie dla swojej twórczości. Ów nagrodzony gobelin był jednym z tych gobelinów, które w późniejszym czasie zostały nazwane “abakanami”. Tę nazwę z pewnością zna każdy, nie tylko miłośnik twórczości artystki.

To one zmieniły postrzeganie, zastosowanie, a przede wszystkim możliwości tkanin. To nie było tylko tkactwo. Za sprawą twórczości Magdaleny Abakanowicz stało się ono dziedziną sztuki.

(źródło: newsweek.pl)

Magdalena Abakanowicz po raz kolejny zacierała granice. Tym razem pomiędzy tkaniną a rzeźbą.

Artystka od zawsze czuła się rzeźbiarką, miała wybitny dar odnajdywania w używanych materiałach ich plastyczności. Należy przy tej okazji wspomnieć, że nikt nigdy na świecie nie podjął się stworzenia tak monumentalnych obiektów, z tak miękkich i różnorodnych materiałów, w których odnajdziemy włosie końskie, korzenie drzew czy metalowe druty. Właśnie te połączenia sprawiły, że możliwym stało się tworzenie tak wyjątkowych dzieł.

Rzeźby Abakanowicz to już lata 70. Figury monumentalne, najczęściej bezgłowe. Ludzkie, rzadziej zwierzęce. Bezimiennie. Tajemnicze. Zatracone w tłumie, ale o cechach indywidualnych. Każda inna. Każda z pierwiastkiem energii przekazanej jej przez stwórcę.

(Cykl “Plecy”; źródło: mnwr.pl)

Czy pandemia przyczyniła się do rekordowych sprzedaży dzieł sztuki?

Rynek sztuki rządzi się swoimi prawami. Będąc niezależnym od kondycji gospodarki czy nawet panującej pandemii regularnie wzrasta, podnosząc swoje obroty i przychody. Tylko od wybuchu epidemii Covid-19 zanotowano wzrost o 120%, a szacuje się, że osiągnie poziom 150%. Co to oznacza? Nic innego jak uznanie dzieł sztuki i antyków nie tylko za bezpieczną i stabilną lokatę kapitału, ale i za doskonałe okazje do spektakularnych zysków.

Wierzymy, że dzieła Magdaleny Abakanowicz jeszcze nie raz pobiją rekordy światowych domów aukcyjnych.