Ciekawość i uważność. Prace, które pokazują, że warto się sobie nawzajem przyglądać. Nawet na odległość

Ile razy słyszeliśmy w życiu od rodziców: „Nie wypada tak się przyglądać!”. Dziś łamiemy tę zasadę i namawiamy do większej uważności na innych, przyglądania się im, doszukiwania punktów wspólnych i różnic w reakcjach, odruchach, gestach. Czemu ma to służyć? Sprawdź, na przykładzie obrazów na płótnie z internetowej galerii sztuki Gallery Store!

(Nie) gap się!

Od dziecka jesteśmy uczeni manier i zasad dobrego wychowania. Jedną z nich jest przestroga przed „gapieniem się” na innych, przyglądaniem się im, podpatrywaniem, co robią i jak wyglądają. Wydaje się to niestosowne, przekraczające międzyludzkie granice. A jednak przypatrywanie się innym, o ile nie jest niegrzeczne i nachalne, jest czymś, co warto w życiu robić. I to nie tylko w czasie pandemii, kiedy nie możemy sobie pozwolić na bliskość. Dzięki temu możemy zobaczyć samych siebie w szerszym kontekście, czerpać inspiracje, uczyć się, dopatrywać podobieństw i różnic. Wiedzą o tym doskonale artyści, od zarania dziejów tworzący w swoich szkicach, obrazach ręcznie malowanych czy rzeźbach wizerunki ludzi na różnych etapach życia i w wielu sytuacjach, od społecznych po intymne. Wystarczy spojrzeć na wybór malarstwa współczesnego w naszej internetowej galerii sztuki, żeby przekonać się, jak wiele możemy wynieść z dyskretnego podglądania innych.

Podglądactwo w malarstwie współczesnym

Gdyby nie odwieczna potrzeba podglądania, jaka towarzyszy twórcom, nigdy nie podziwialibyśmy dzieł Rembrandta, Van Gogha, Ingresa i wielu innych znakomitych artystów. Tę samą potrzebę wyrażają współcześni malarze, nie tylko przypatrujący się modelom w swoich pracowniach, ale też wychodzący na ulice w celu odnalezienia natchnienia. Przykładem może być, chociażby obraz malowany farbami akrylowymi „Ćma barowa” z cyklu „Ludzie”. Żeby stworzyć tę pełną emocji kompozycję, artystka nie raz musiała przypatrywać się ludziom, którzy siadali samotnie przy barze i zatopieni w myślach sączyli piwo czy wychylali kilka kieliszków mocniejszego alkoholu.

Magdalena Walulik - Cykl: Ludzie - Ćma barowa

Magdalena Walulik – Cykl: Ludzie – Ćma barowa

Podglądactwa nie zamierza się też wyzbyć Marcin Kędzierski. Na swoim obrazie na płótnie „Migawka znad Wisły” z fotograficzną wręcz precyzją oddaje zobaczoną gdzieś w plenerze scenkę: dwie dziewczyny zastanawiają się, czy nagrane przez nie video z deskorolkowych akrobacji jest satysfakcjonujące, czy coś trzeba jeszcze poprawić.

Marcin Kędzierski - Migawka znad Wisły

Marcin Kędzierski – Migawka znad Wisły

Piękny moment uchwycił też Artiom Tuliuk w „Baletnicy na próbie”. Ten obraz olejny to realistyczne przedstawienie tancerki baletowej podczas żmudnych ćwiczeń. Obraz dzięki wyjątkowo bliskiemu kadrowi, pozwala nam przekroczyć granicę nieśmiałości i przyjrzeć się twarzy primabaleriny, na której malują się emocje: smutek i nostalgia, a może po prostu zmęczenie?

Artiom Tuliuk - Baletnica na próbie

Artiom Tuliuk – Baletnica na próbie

Nie przepadasz za przypatrywaniem się ludziom na ulicy? Pozwól, żeby twórcy malarstwa współczesnego robili to za Ciebie. Obrazy na płótnie z naszej internetowej galerii sztuki pozwalają podglądać innych bez zawstydzenia, jednocześnie dostarczając materiału do przemyśleń.

Sztuka Banksy’ego w dobie lockdownu. Miejsce akcji? Łazienka

Banksy to jeden z czołowych przedstawicieli street artu, czyli sztuki, dla której płótnem jest miejski pejzaż. Co może zrobić taki artysta jak on w dobie społecznej kwarantanny, kiedy nie można wychodzić z domu? Sprawdź koniecznie, na jaki wpadł pomysł.

Home office według Banksy’ego

Podczas epidemii koronawirusa, kiedy powinno się ograniczyć wychodzenie z domu, wszyscy starają się jakoś oswoić z nową rzeczywistość. Większość pracowników została oddelegowana do domu, zakupy robimy przez internet, ze znajomymi „spotykamy się” za pomocą komunikatorów internetowych. Jak w takiej sytuacji może sobie poradzić artysta, którego studiem jest ulica? Banksy, niekwestionowany król street artu, też postanowił popracować w trybie… home office. Skończyło się to muralem namalowanym na ścianie własnej łazienki, przedstawiającym grupę dokazujących gryzoni, które między innymi zaznaczają kolejne dni kwarantanny pomadką na lustrze. Zdjęcie tego dzieła, uzupełnionego o odpowiednie dodatki (jak pasta do zębów, którą „wyciska” niesforny szczur), twórca wrzucił na swój Instagram. Post opatrzył krótkim opisem: „Moja żona nie znosi, kiedy pracuję z domu”.

Nowe dzieło Banksy’ego stworzone we własnej łazience

Nowe dzieło Banksy’ego stworzone we własnej łazience, źródło: banksy.co.uk

Dziewczyna z maseczką

Inne dzieło Banksy’ego, znajdujący się w Bristolu mural będący kopią obrazu na płótnie „Dziewczyna z perłą” Vermeera zostało w okresie pandemii koronawirusa zaktualizowane. Na twarzy postaci pojawiła się… maseczka przeciwwirusowa, której noszenie jest jednym z zaleceń związanych z zachowaniem bezpieczeństwa. Nie wiadomo, kto jest autorem tej modyfikacji – Banksy czy jeden z licznych wielbicieli jego talentu. Jedno jest pewne – zaktualizowany mural pełni bardzo ważną funkcję – przekonuje Brytyjczyków do noszenia masek ochronnych na twarz. Oba dzieła Banksy’ego trafnie opisują sytuację, w jakiej aktualnie znajdują się prawie wszyscy mieszkańcy globu. Czyżby sztuka uliczna lepiej reagowała na zmieniające się okoliczności niż malarstwo współczesne, wraz ze swoimi dopracowanymi obrazami na płótnie? Nie pierwszy raz pada taka sugestia. Ale czy jest słuszna?

Najnowsza praca Banksy’ego, którą opublikował na swoim Instagramie z podpisem “Game Changer”

Najnowsza praca Banksy’ego, którą opublikował na swoim Instagramie z podpisem “Game Changer”, źródło: banksy.co.uk

Banksy to brytyjski artysta street artu, który nadal pozostaje anonimowy, pomimo swojej rosnącej popularności. Zajmuje się głównie muralami, najczęściej tworzonymi w technice szablonu. Szczególnie upodobał sobie dowcipne i przewrotne komentarze dotyczące życia społecznego czy polityki. Banksy jest też reżyserem filmu „Wyjście przez sklep z pamiątkami”, który w 2010 roku był nominowany do Oscara.

Polscy policjanci na obrazach Moneta, Muncha, Hoppera i Gierymskiego

Po raz kolejny okazuje się, że najlepszą metodą na przetrwanie kryzysowych momentów jest poczucie humoru i kreatywność. Udowodnił to Jarek Kubicki, który domową izolację postanowił wykorzystać pomysłowo – uzupełniając kultowe dzieła sztuki o postaci… policjantów. Dowiedz się więcej o pracach, które stały się hitem internetu!

 Jarek Kubicki - z cyklu: 32nd day of quarantine: Aleksander Gierymski - W altanie

Jarek Kubicki – z cyklu: 32nd day of quarantine: Aleksander Gierymski – W altanie, źródło: kwarantart.kubicki.info

Obrazy malowane na nowo

Polski artysta Jarek Kubicki w ostatnich dniach zainteresował fanów historii sztuki na całym świecie. Także tych, którzy w odrobinie poczucia humoru odnajdują jedyne wyjście w trudnej dla każdego sytuacji: pandemii koronawirusa, która w ciągu ostatnich tygodni zmusiła nas do pozostawania w domu, unikania kontaktu z innymi, czy aktywności na świeżym powietrzu. Najpierw postanowił  postaci z obrazów malowanych przez klasyków „postawić” w oknie domu. Efekt? Nowa wersja „Pomarańczarki” Aleksandra Gierymskiego, która w subtelny sposób opowiada o samotności, izolacji i oczekiwaniu.

Jarek Kubicki - z cyklu: The faces of quarantine: Aleksander Gierymski

Jarek Kubicki – z cyklu: The faces of quarantine: Aleksander Gierymski – Pomarańczarka, źródło: kubicki.info

32. dzień kwarantanny, czyli sztuka przeciw wirusowi

Kolejny cykl Jarka Kubickiego, „32. dzień kwarantanny”, szybko stał się absolutnym hitem internetu. Artysta postanowił uzupełnić kompozycje obrazów na płótnie dobrze znanych wszystkim miłośnikom historii sztuki mistrzów o… postaci policjantów. Pomysł pojawił się, gdy rząd poinformował o zakazie przebywania w parkach i innych zielonych terenach rekreacyjnych, a mundurowi skwapliwie przystąpili do wypisywania mandatów tym, którzy ten przepis postanowili złamać. W żartobliwych przeróbkach słynnych obrazów policjanci pojawiają się przy dziewczynie na ławce u Paula Fishera, podchodzą do pary popijającej drinka w nocnym barze u Hoppera i spacerującej po starówce u Gustave’a Caillebotte’a. Wszystkie zaktualizowane kompozycje nagle wydają się nam bliższe, niż kiedykolwiek wcześniej. Z jednej strony budzą ironiczny uśmiech, z drugiej są dowodem na to, że artystyczna wyobraźnia nie zna granic.

Jarek Kubicki - z cyklu: 32nd day of quarantine: Edvard Munch - Krzyk

Jarek Kubicki – z cyklu: 32nd day of quarantine: Edvard Munch – Krzyk, źródło: kwarantart.kubicki.info

Jak swój cykl dzieł komentuje sam Jarek Kubicki? Według artysty taki sposób potraktowania obrazów na płótnie starych mistrzów „pozwala skanalizować społeczną frustrację”. Nie wiemy, jak Ty, ale my ciekawi jesteśmy, co jeszcze wymyślą artyści, zainspirowani społeczną kwarantanną i nowymi zasadami bezpieczeństwa.

Jarek Kubicki - z cyklu: 32nd day of quarantine: Edward Hopper - Nighthawks

Jarek Kubicki – z cyklu: 32nd day of quarantine: Edward Hopper – Nighthawks, źródło: kwarantart.kubicki.info

Banksy w hołdzie pracownikom brytyjskiej służby zdrowia

Globalna pandemia wykreowała nowych superbohaterów. Miejsce Supermana, Batmana czy Spidermana zastąpili szeregowi pracownicy służby zdrowia: lekarze, pielęgniarki, laboranci, ratownicy i technicy medyczni. Hołd ich poświęceniu składają dziś zgodnie niemal wszyscy, od zwykłych ludzi zaczynając, przez polityków, a na przedstawicielach kultury kończąc. 

Nowa praca Banksy’ego w General Hospital w Southampton

Wyrazem szacunku dla pracowników publicznej służby zdrowia w Wielkiej Brytanii jest nowy rysunek Banksy’ego przedstawiający chłopca bawiącego się lalką ubraną w strój pielęgniarki, z peleryną typową dla superbohatera, w charakterystycznej pozie Supermana, z jedną ręką uniesioną ku górze. W tle widzimy kosz z innymi superbohaterami, którzy w czasach pandemii nie interesują już chłopca. Praca jest czarno-biała. Jedynym kolorowym elementem jest czerwony krzyż zdobiący strój figurki, jednoznacznie kojarzący ją z pracownikami służby zdrowia. Praca Banksy’ego pojawiła się na jednej ze ścian publicznego szpitala w Southampton, w pobliżu ostrego dyżuru. Powstała w porozumieniu z jego władzami i pozostanie w nim do jesieni. Później ma zostać zlicytowana, a uzyskane w ten sposób środki mają wesprzeć NHS (wspólna nazwa dla trzech z czterech systemów służby zdrowia w Wielkiej Brytanii).  

Najnowsza praca Banksy’ego, którą opublikował na swoim Instagramie z podpisem “Game Changer”Najnowsza praca Banksy’ego, którą opublikował na swoim Instagramie z podpisem “Game Changer”, źródło: banksy.co.uk

Banksy to brytyjski artysta Street Art, łączący graffiti z techniką szablonową, lokalizujący prace w miejscach nietypowych, przyciągających uwagę, ważnych dla lokalnych społeczności. Jego prace znajdziemy na ulicach Londynu oraz w wielu innych ciekawych miejscach, w różnych zakątkach świata. 

Dowiedz się więcej na temat sztuki Banksy’ego w dobie lockdownu.

Spacer – guilty pleasure w czasach pandemii. Obrazy sprzed ery social distancing

Spacer, którego wszyscy zapragnęliśmy w czasach społecznej kwarantanny spowodowanej pandemią koronawirusa, to jeden z ulubionych tematów malarstwa współczesnego. Zobacz obrazy malowane z tym motywem w roli głównej i oddaj się refleksji nad tą niedocenianą na co dzień aktywnością, gdy maseczka na twarzy nie była jeszcze obowiązkowa.

Spacer jako temat w sztuce

W okresie pandemii koronawirusa zaczęliśmy z większą estymą myśleć o niedocenianych wcześniej aktywnościach. Nie tylko imprezy, spotkania w dużym rodzinnym gronie, ale też piknik w parku czy zwyczajny spacer stały się zabronią, a więc tak bardzo pociągającą przyjemnością. Ten ostatni zresztą to jeden z motywów, po które szczególnie chętnie sięga malarstwo współczesne. Artyści temat spacerowania wykorzystują w swoich pracach na wiele różnych sposobów: jako pretekst do opowiedzenia o ludzkiej samotności, do przedstawienia zachwycającego pejzażu albo wręcz odwrotnie – do sportretowania brzydoty miejskich zakamarków. Zobacz obrazy malowane z naszej internetowej galerii sztuki i odkryj na nowo urok spaceru.

Obrazy malowane z motywem spaceru

Na obrazach na płótnie i ilustracjach, które znajdziesz w naszej internetowej galerii sztuki, ludzie zdają się spacerować w określonym celu, ale też bez intencji. Na pewno znasz to z własnego doświadczenia – czasem przechadzka służy “przewietrzeniu głowy”, wyprowadzeniu psa, załatwieniu przy okazji drobnych spraw, a czasem po prostu pomaga zapomnieć o dręczących nas myślach.

Roman Kaczmarek na swoim akrylu portretuje z niezwykłym wyczuciem światła i cienia rodzinę, spacerującą w deszczu z dziecięcym wózkiem. Ze względu na pogodę i porę dnia (obraz wydaje się skąpany w wieczornych światłach ruchliwej ulicy), sprawiają wrażenie raczej spieszących się do domu, niż cieszących się swobodną przechadzką. Może wracają od rodziny, może od lekarza? Bez względu na przyczynę, wydają się wzajemnie dbać o swoje bezpieczeństwo.

Roman Kaczmarek - Rodzinny spacer

Roman Kaczmarek – Rodzinny spacer

Agata Padol w obrazie olejnym „Spacer III” też portretuje postaci z wózkiem, w grupach i samotne, rozglądające się wokół albo zdające się cieszyć swoją obecnością. Najważniejsza jest jednak w tej kompozycji architektura i światło, potraktowane nieco umownie, przejaskrawione, przypominające bajkowe płótna Chagalla. Artystka zdaje się mówić o tym, że nawet najkrótsza przechadzka może mieć w sobie coś magicznego, wyzwalać wyobraźnię i kreatywność.

Agata Padol - Spacer III

Agata Padol – Spacer III

Obrazy malowane z motywem spaceru to coś, co warto mieć w swoim mieszkaniu. Symbolizują wolność, radość z prostych czynności, kojarzą się z chwilami, za którymi tęsknimy – nie tylko w dobie epidemii. Obrazy do kuchni czy sypialni o takiej tematyce z pewnością urozmaicą wnętrze. Zajrzyj do internetowej galerii sztuki Gallery Store w poszukiwaniu idealnej kompozycji.

„Urok polskich gór” na okładce książki Nicka Cave’a!

Kibicujemy polskim artystom i artystkom, którzy znajdują uznanie nie tylko w kraju, ale również za granicą. Do tego grona trafiła właśnie Aleksandra Waliszewska, której dzieło ozdobi okładkę książki Nicka Cave’a. O jaką pracę chodzi?

Talent Waliszewskiej doceniony

30 kwietnia w księgarniach ma pojawić się zbiór tekstów piosenek z lat 1978-2020 autorstwa Nicka Cave’a. Kiedy brytyjska oficyna wydawnicza Penguin Books zaprezentowała okładkę książki, świat polskiej sztuki dosłownie zaniemówił. Widnieje na niej praca dobrze znanej i cenionej w Polsce artystki Aleksandry Waliszewskiej. To wielkie wydarzenie z wielu powodów. Po pierwsze wydawnictwo ma istotny wpływ na rozwój kultury na Wyspach Brytyjskich, a obecnie uznawane jest za jedną z najbardziej liczących się w świecie firm wydawniczych. Samo nazwisko Nicka Cave’a dodaje sytuacji prestiżu. Australijski muzyk, kompozytor i aktor jest znany przede wszystkim z występów w zespole Nick Cave and the Bad Seeds, ale ceniony jest także za swój literacki dorobek.

Aleksandra Waliszewska - “Urok polskich gór” źródło: waliszewska.blogspot.com
Aleksandra Waliszewska – “Urok polskich gór” źródło: waliszewska.blogspot.com

Nick Cave pod wpływem „Uroku polskich gór”

Praca Aleksandry Waliszewskiej, jaka pojawi się na okładce książki z tekstami Nicka Cave’a to „Urok polskich gór”. Powstała w 2007 roku, kiedy artystka, będąca na początku swojej artystycznej kariery, inspirowała się sztuką włoskiego Quattrocenta. Jak sama podkreśla, obraz ten jest wypadkową podziwianych przez nią obrazów dawnych mistrzów i jej wewnętrznych przeżyć. To nie pierwszy raz, kiedy znany muzyk sięga po sztukę Waliszewskiej, przepełnioną atmosferą jak z sennego koszmaru. Sześć prac polskiej artystki znalazło się wśród 30 polaroidów Cave’a, jakie opublikowane zostały w amerykańskim magazynie „Another”. Muzyk jest także autorem posłowia do czwartego wydania albumu „Problem&Solution” Aleksandry Waliszewskiej, który ukazał się w 2019 r. W tym samym roku w Polsce nakładem wydawnictwa Ha!art, wydana została książka Michała Tabaczyńskiego „Pokolenie wyżu depresyjnego”, na której okładce również można znaleźć pracę malarki. Jak widać – różne dziedziny sztuki lubią wzajemnie się dopełniać.

Aleksandra Waliszewska urodziła się w 1976 roku w Warszawie, gdzie ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w pracowni prof. Wiesława Szamborskiego. W 2008 roku artystka porzuciła malarstwo sztalugowe na rzecz gwaszy wykonywanych na papierze w formacie kartki A4. Co ciekawe, maluje średnio jedną pracę dziennie i już w 2010 roku jej zbiór liczył około 2 tysięcy prac. Kibicujemy malarce w rozwoju i kolejnych osiągnięciach!

Vincent van Gogh ofiarą koronawirusa? Złodzieje ukradli obraz z zamkniętego muzeum!

Epidemia koronawirusa daje się we znaki nie tylko tym, którzy poddani kwarantannie, nie mogą opuszczać mieszkania. Jego ofiarą padło holenderskie muzeum, z którego wyniesiono obraz olejny Vincenta van Gogha. Poznaj szczegóły!

Koronawirus atakuje sztukę!

Jak się okazuje, nie wszyscy wzięli sobie do serca na poły żartobliwy apel policji o ograniczenie ilości przestępstw w czasie epidemii koronawirusa, kiedy funkcjonariusze mają pełne ręce roboty. Pod koniec marca dyrektor amsterdamskiego muzeum Singer Laren – Evert van Os poinformował o tym, że z budynku zamkniętego w związku z rządowymi obostrzeniami, wyniesiono obraz olejny Vincenta van Gogha „Ogród przy plebanii w Nuenen wiosną”. Jak doniosła agencja prasowa AFP, sytuacja ta wzbudziła w nim „złość, szok i smutek”.

Vincent van Gogh - Ogród przy plebanii Neuen wiosną, źródło: Muzeum Groninger, zdjęcie: Marten de Leeuw
Vincent van Gogh – Ogród przy plebanii Neuen wiosną, źródło: Muzeum Groninger, zdjęcie: Marten de Leeuw

Nic dziwnego – cenne dzieło zostało wypożyczone z muzeum w Groningen na wystawę czasową „Mirror of the Soul” właśnie w Amsterdamie. Według różnych szacunków wartość tego obrazu na płótnie szacuje się nawet na 6 milionów euro. Dokładną sumę ustalają właśnie eksperci. Co ciekawe, złodzieje dokonali rabunku dokładnie w przeddzień 167. rocznicy urodzin holenderskiego twórcy.

Po tym, jak tuż po godzinie 3. w nocy w Muzeum Singer Laren uaktywnił się alarm, na miejscu natychmiast zjawiła się policja. Niestety złodziei nie udało się złapać, ale trwają poszukiwania.

Dziedzictwo geniusza

Namalowany w 1884 roku obraz olejny „Ogród przy plebanii w Nuenen wiosną” jest wczesnym dziełem słynnego postimpresjonisty. Widać w nim jeszcze ogromną dbałość o realizm i charakterystyczne dla tego okresu w jego twórczości ciemne tonacje barwne. Niespełna dwa lata później, wspierany finansowo przez swojego brata Vincent, przeprowadził się do Paryża, gdzie jego płótna zaczęły przybierać charakterystyczny żywiołowy i niespokojny charakter, a barwy nabrały intensywności. Chociaż Vincent van Gogh jest dziś zaliczany do najbardziej wpływowych postaci w historii sztuki zachodniej, w ciągu swojego życia sprzedał jeden obraz – „Czerwone winnice w Arles”. Cierpiący na choroby psychiczne artysta popełnił samobójstwo w 1890 roku w wieku zaledwie 37 lat.

Vincent van Gogh do dziś inspiruje rzesze współczesnych malarzy, którzy w swojej twórczości nawiązują do jego dorobku żartobliwie (jak Marcin Rupiewicz w obrazie olejnym „Miś Van Gogh”) albo zupełnie na poważnie (jak Monika Siwiec w pracy „Sunne meadow”).

Marcin Rupiewicz - Miś van Gogh
Marcin Rupiewicz – Miś van Gogh
Monika Siwiec - Sunny Meadow
Monika Siwiec – Sunny Meadow

Królestwo czterech ścian – autoportret, czyli artysta bierze siebie na warsztat

Jaką wartość niesie ze sobą autoportret? Czy uwiecznianie swojego wizerunku to objaw narcyzmu, gra konwencjami, przybieranie masek, a może próba dotarcia do prawdziwego ja, swojej istoty? Uchwycenia ulotnego, przekazania czegoś odbiorcy? Sprawdź na przykładzie prac z naszej internetowej galerii sztuki i odkryj wartość selfies bez użycia smartfonu.

Twarzą w twarz ze sobą

Co się dzieje, kiedy artysta zostaje sam ze sobą, wśród czterech ścian, z dala od bodźców, które go stymulują i inspirują, ale mogą też rozpraszać? Staje w obliczu swojego świata wewnętrznego. Swoich natręctw, demonów, powracających tematów. Może przyjrzeć się swoim myślom, zastanowić nad swoimi potrzebami, ale też wybrać w podróż do świata wyobrażeń – tego, jak postrzegają nas inni i jak sami siebie postrzegamy. Taka chwila odosobnienia jest najlepszą okazją do tego, żeby z samego siebie uczynić… podmiot twórczości. Przykładem malarza, który szczególnie chętnie uciekał się do malowania autoportretu nie tylko w celach szlifowania swojego warsztatu, ale też terapeutycznych, był Vincent van Gogh, który w ciągu swojego życia namalował przynajmniej 38 obrazów ręcznie malowanych z wizerunkiem własnej osoby (tyle się zachowało). Współcześni artyści równie chętnie sięgają po tę tematykę. Dlaczego jest tak kusząca?

Renata Mleczko - Autoportret
Renata Mleczko – Autoportret

Autoportret, czyli malarskie selfie

Współcześni twórcy podchodzą do tematu autoportretu na wiele różnych sposobów. Część z nich jest wierna przede wszystkim realizmowi, dla innych przedstawienie siebie samego staje się zabawą, a sama forma jest szalenie znacząca. Małgorzata Łodygowska w pracy „Jestem piękna_Autoportret” przedstawia siebie jako kobietę z głową dzikiego kota. Plamy mocnego koloru, bardziej przypominające grafikę na plakat, niż akrylowy obraz, a do tego przewrotny tytuł podkreślają ironiczny wydźwięk tej pracy. Dokładnie ten sam zabieg artystka zastosowała w dziele „Happy_Autoportret”.

Małgorzata Łodygowska - Jestem piękna_Autoportret
Małgorzata Łodygowska – Jestem piękna_Autoportret

Z kolei Andrzej Zujewicz w swoim obrazie olejnym „Autoportret wielokrotny” nawiązał z malarską swobodą do słynnych prac fotograficznych Witkacego, który fotografował się w lustrze, bawiąc się odbiciami. Hołdem złożonym historii sztuki jest też obraz na płótnie „Autoportret” Renaty Mleczko.

Andrzej Zujewicz - Autoportret wielokrotny
Andrzej Zujewicz – Autoportret wielokrotny

Nie tylko malarstwo współczesne i… nie tylko Instagram

Tak zwane selfie to popularny w mediach społecznościowych sposób na wykreowanie swojego wizerunku. Swoisty rejestr, którym dzielimy się z innymi. Ale fotografowanie siebie ma bogatą historię – wystarczy wspomnieć, chociażby właśnie Witkacego. Współcześni twórcy chętnie robią sobie zdjęcia w ramach swoich twórczych poszukiwań. Znakomitym przykładem może być „Mroczny portret kobiety” czy „Klasa alternatywy” Agnieszki Wołkowicz.

Agnieszka Wolkowicz - Klasa alternatywy
Agnieszka Wolkowicz – Klasa alternatywy

Autoportret to popularny w sztuce motyw, który inspiruje nie tylko artystów, ale też odbiorców. W dobie popularności instagramowych selfie, przedstawianie siebie na obrazach olejnych czy analogowej kliszy zyskuje zupełnie nowy wymiar.

Czy szybkie selfie wykonane aparatem poprzedzone jest równie głębokimi poszukiwaniami, wyrazem samoświadomości, świadectwem zachodzących w nas procesów, żonglowaniem konwencją, jak podczas malowania autoportretu? Na te pytania znają odpowiedź tylko ich twórcy.

Z wizytą w pracowni malarskiej

Pretekstem do naszej rozmowy jest trwająca, 40. Indywidualna wystawa Emilii. Spotykamy się w krakowskiej pracowni przy ulicy Fałata. Był czas kiedy bywałam tutaj dosyć często. Nigdy nie miałam wątpliwości, że jest to pracownia z prawdziwego zdarzenia. Poznajcie Emilię Gąsienicę-Setlak.

 

Od ilu lat malujesz?

Zawodową aktywność zaczęłam przed studiami, jeszcze jako uczennica zakopiańskiej szkoły plastycznej im. Antoniego Kenara. Zadebiutowałam mając siedemnaście lat indywidualną wystawą wielkoformatowych portretów kobiet w Galerii ARTPARK w Zakopanem. Jak by na to nie spojrzeć, zajmuję się tym przez połowę mojego życia.

 Pracownia Emilii Gąsienicy Setlak

Czy Twoja twórczość zmieniała się na przestrzeni lat?

Znacząco, wraz z nabywaniem doświadczenia. Od inspiracji twórczością moich mistrzów i mentorów, aż po zupełnie autonomiczne, w pełni samodzielne wybory. Nieustannie się rozwijam, pracuję nad sobą, nad przekazem i techniką mojego malarstwa. Oczywiście, to, co się aktualnie dzieje w moim życiu ma bezpośredni wpływ na moje płótna i chyba nie da się przewidzieć, co będę malowała za kilka miesięcy lub lat, chociaż pewne rzeczy są do przewidzenia. Jeden z moich nauczycieli z krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych – Rafał Borcz – napisał kiedyś w recenzji mojego dyplomu magisterskiego: wyobrażam sobie jej obrazy jako jeszcze bardziej barwne i świetliste, lecz by to osiągnąć trzeba pokonać przeszkodę warsztatową, dobrze poznać naturę pigmentów i potrafić tak oszukać nimi ludzkie oko, by wydały się czymś więcej niż są. Na to potrzeba wielu lat pracy i zbierania malarskich doświadczeń. Ale znając hardość i ogromny artystyczny temperament Emilii wierzę w to, że jej się uda.” W istocie tak się właśnie dzieje, od lat.

 

Jakie wątki najczęściej pojawiają się w Twojej twórczości?

Postaci medytujących ludzi, które stworzyły cykl „Mantras„. Pierwszy obraz powstał kilka lat temu i nadal wracam do tego motywu. Jest ważny, bo łączy się z moim życiem – docenieniem przyrody, refleksji, nowym spojrzeniem w siebie. Te prace powstają, bo wciąż zastanawiam się jak pokazać wnętrze człowieka. Robię to m.in. poprzez kolorystykę. Pomarańczowe i żółte odcienie to ktoś posiadający dużą energię i moc. Z kolei „Mantras” wykonany w zieleniach i czerniach to powrót do przyrody, pokazanie osoby, która chce żyć w symbiozie ze światem. Prace te ubrane są w trochę designerską, nowoczesną formę, niemniej najistotniejsza w tym wszystkim jest interakcja z odbiorcą, przekaz emocjonalny jaki obrazy niosą ze sobą, to w jaki sposób ich obecność w danej przestrzeni oddziałuje na komfort przebywania we wnętrzu, jak wpływa na człowieka, bo to on jest medium i odbiorcą zarazem. Napisano o tym stosy książek z zakresu teorii sztuki, psychologii percepcji czy wreszcie arteterapii. Ja zajmuję się tym od strony praktycznej.

 

Chciałam zapytać Cię o pracownię. Wiem, że jest dla Ciebie ważna. Dlaczego?

Był czas, kiedy nie miałam własnej pracowni i było mi bardzo trudno malować. Potrzebuję miejsca, jak chyba każdy, gdzie wszystko jest odpowiednio przygotowane, by w możliwie najlepszy sposób wspomóc proces twórczy. Malowanie nie jest bowiem dodatkiem, czymś, co można robić z doskoku. Tym się żyje od wczesnego świtu aż po zmierzch, później zresztą również. Pracownia to miejsce, gdzie nic mnie nie rozprasza, gdzie mogę się należycie skupić się tylko na tym, by to, co już we mnie jest przetransponować na płótno, by treść przybrała namacalną formę. Poza tym, odpowiednia przestrzeń też jest istotna w czasie pracy nad obrazem. Mimo tego, że pracownia pełni rolę swego rodzaju azylu, nie rozdzielam życia prywatnego i sztuki.  Z wiekiem, stała się to dla mnie spójna całość.

 

W Twoim portfolio jest bardzo interesujący obraz o tytule „Pracownia„. Opowiesz o nim?

Jest nieco bajkowy, zrobiony inaczej niż reszta. Taki całkiem prywatny. Chciałam pokazać ludziom moją osobistą przestrzeń, podobnie jak wielu artystów realizujących ten temat w swoich dziełach, włączając w to wielkich mistrzów, w tym mojego ukochanego Van Gogha. Na obrazie pokazałam uporządkowane, wyrażone mocnymi kolorami wnętrze, de facto znacznie powiększone w stosunku do rzeczywistości. Widać fragmenty obrazów, nad którymi w tamtym czasie pracowałam. Malowaniu towarzyszyła radość, że mam własne miejsce do życia.

Obraz akrylowy Pracownia - Emilia Gąsienica-Setlak
Obraz akrylowy Pracownia – Emilia Gąsienica-Setlak

Wiem, że dużą wagę przywiązujesz do kolorów. Masz jakieś ulubione? Sporo obrazów malujesz w odcieniach niebieskiego.

Podobno jestem kolorystką. Kolor to mój główny oręż. To jakiego kolory użyję, zależy od pory roku, od nastroju, samopoczucia, a przede wszystkim zamierzonego celu. Teraz maluję obraz w odcieniach czerwieni, ale to prawda, że błękity dominują w moich obrazach. Natomiast są kolory, których unikam, bo według mnie źle wyglądają na moich obrazach, na przykład brązy.

 

Czy jest coś, czego nie namalowałaś, a chciałabyś?

Gdy chcę coś zrobić, to wyobrażam to sobie i próbuję, maluję. Staram się słuchać obrazów. Nawet jeśli efekt odbiega od mojego wyobrażenia, to pracuję nad tematem, eksploruję pomysł. Powstają kolejne prace.

 

Miałam okazję obejrzeć sporo Twoich obrazów, aczkolwiek przeglądając Twoje prace w Internecie, zwróciłam uwagę na obrazy z cyklu „Pustostan” Jest jeszcze kilka obrazów, w których podejmujesz tematykę przestrzeni, a których wcześniej nie widziałam. Czy ten temat jest ważny?

Przestrzeń posłużyła za pretekst do opowiedzenia o świetle i kolorach. Wokół przestrzeni skupiał się mój dyplom magisterski, cykl wielkoformatowych obrazów pod wspólnym tytułem „Forma przejściowa”. Teraz niewiele u mnie obrazów z budynkami. Nie jestem też fanką malowania martwych natur. Zdarzało mi się malować morze i krajobrazy. Dziś skupiam się na emocjach, dlatego głównym motywem jest człowiek i coraz częściej zwierzęta, których malowanie jest wspaniałym doświadczeniem i daje ogromne możliwości atrakcyjnego odzwierciedlenia stanu ludzkiego ducha. W przyszłości szykuję cykl jeszcze mocniej związany z przyrodą.

Obraz olejny Pustostan III - Emilia Gąsienica-Setlak
Obraz olejny Pustostan III – Emilia Gąsienica-Setlak

Często malujesz zwierzęta. Jak się to zaczęło?

Bardzo prozaicznie. Moje dziecko zaczęło jeździć konno. Podczas tych lekcji zaczęłam obserwować zwierzęta. Nie skupiam się na szczegółach anatomicznych, przetwarzam je, skupiając się na temperamencie zwierzęcia. W tym bardzo pomaga obserwacja. Czasem , ta tematyka również jest pretekstem do zmierzenia się z odmienną estetyką. Mam obraz, który nazywam „Koniem Chagalla”, gdyż nawiązuje do jego malarstwa. Inspiruję się twórczością innych artystów.

 

Twoje dzieci są zainteresowane sztuką?

Daję dzieciom dowolność. Moi synowie są na tyle mali, że sztuka na razie ich nie interesuje, choć widzę, że jeden z synów jest zainteresowany projektami mebli, czyli tym, czym ja zajmowałam się w liceum plastycznym.

Pracownia Emilii Gąsienicy Setlak

Zdarza Ci się malować pod konkretne wytyczne czy klienci wybierają raczej spośród Twoich autorskich obrazów?

Maluję na zamówienie. Klient najczęściej decydują się na współpracę w oparciu moje dotychczasowe portfolio. Ustalamy z klientem szczegóły mając na względzie wzajemną autonomię, ale i oczywiście oczekiwania. Ważne jest też, gdzie obraz ma „zamieszkać”. Znajomość wnętrza do którego obraz ma trafić bardzo pomaga w pracy. Zależy mi na tym, żeby odbiorca czuł się dobrze obcując z moim obrazem, a do tego potrzebne są konsultacje w czasie jego tworzenia takiej pracy. Można w zasadzie powiedzieć, że w takim przypadku klient w pewnym sensie staje się częścią obrazu, jego historii. To są ciekawe doświadczenia.

 

Ile czasu zajmuje Ci namalowanie obrazu?

Bardzo różnie. Miesiąc, czasem dłużej. Czasami samo myślenie nad koncepcją pracy zajmuje kilka tygodni, nawet miesięcy. Wszystko zależy od tego jak wysoko zawieszona jest poprzeczka, głównie ta mentalna. Zdarza się, że zaczynam malować, pojawia się blokada i jest przestój. Niektóre prace wracają na sztalugę po kilku latach przerwy. Tak dzieje się rzadko, bowiem z pomocą przychodzi doświadczenie, zwłaszcza to zdobyte podczas realizacji międzynarodowego projektu „Project Coincidence”, gdzie nauczyłam się syntezować własne pomysły z wizjami innych artystów. To było bardzo pomocne.

Obraz akrylowy Project coincidence XL - Emilia Gąsienica-Setlak
Obraz akrylowy Project coincidence XL – Emilia Gąsienica-Setlak

Opowiedz, proszę o technice. Czym i jak malujesz?

Najczęściej używam farb akrylowych. Szybciej schną, a to idzie w parze z moim sposobem pracy. Farby akrylowe dają sporo możliwości łączenia z innymi technikami. Mogę użyć sprayów, różnych rodzajów farb, past, mas plastycznych czy wreszcie wykończyć obraz farbami olejnymi. Najważniejsze są dobrej jakości farby. Wolę więcej zapłacić za materiały, żeby mieć komfort pracy i  mieć pewność, że to, co tworzę, tworzę na długie lata.

 

Jak ważna jest dokumentacja twórczości?

Ważna, bardzo ważna. Potrzebne jest odpowiednie światło, żeby oddać kolor, żeby nie zniknęły szczegóły. Światło dzienne jest do tego najlepsze, pod pewnymi warunkami, ewentualnie odpowiednie sztuczne oświetlenie. Potrzebny jest dobrej klasy aparat fotograficzny, odpowiedni obiektyw, solidny statyw, ale to jest tzw. „kuchnia”. Poza tym, bardzo istotne jest należyte skatalogowanie prac, samo ich przechowywanie, porządek w dokumentacji fotograficznej i tak dalej. To kluczowe dla umożliwienia prezentacji swojej twórczości ludziom, zwłaszcza w obecnych, cyfrowych czasach.

 

Czy to galerie zgłaszają się do Ciebie z propozycją współpracy czy to wysyłasz swoje portfolio?

Różnie. Są galerie, które już mnie znają lub słyszały o mnie i proponują mi współpracę, ale ciągle jestem zaliczana do grona młodych artystów i aktywnie rozglądam się za miejscami i osobami, z którymi chciałabym współpracować. Co ważne, wybór musi być świadomy, dla obu stron. Wtedy można razem wiele zdziałać.

 

Rozmawiamy cały czas o malarstwie, a co z rysunkami albo grafikami? Zdarza Ci się jeszcze tworzyć takie prace?

Założenie rodziny zakończyło ten temat. Nie jestem w stanie skupić się na wszystkim. Na jakiś czas odłożyłam grafikę. Lubię duży format, a grafika w dużym formacie jest pracochłonna i wymaga przestrzeni i masy sprzętu, którego nie mam. Mogę korzystać z Pracowni Graficznej krakowskiego oddziału Związku Polskich Artystów Plastyków, którego jestem członkiem, ale ta ma szczelnie wypełniony grafik. Nie jest łatwo się zorganizować. Rysunki pomocnicze i szkice robię dla siebie, często, kiedy myślę nad nowym obrazem. Samodzielnych prac rysunkowych w zasadzie nie tworzę.

Obraz akrylowy Dapper IV - Emilia Gąsienica-Setlak
Obraz akrylowy Dapper IV – Emilia Gąsienica-Setlak

Jak myślisz, czy los młodych artystów się polepsza, czy pogarsza? W jakim kierunku się to rozwija?

Trudny temat. Artysta jest często zostawiony sam sobie i powinien być krytykiem i kuratorem swoich prac, a to trudne. Wymaga sporego uporu, autorefleksji i naprawdę dużej dozy pokory.

 

Miałaś kiedykolwiek na siebie plan B?

Nie brałam tego pod uwagę. Zawsze wiedziałam, że chce mieć rodzinę i zajmować się malarstwem. I to się udało osiągnąć. Jestem też nauczycielem i chce przekazywać to, czego się uczę, dzielić się swoim doświadczeniem.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Magdalena Łakoma

Samotność i izolacja, jako materiał, z którego rodzi się sztuka

Czy izolacja może być budująca? Tak, jeśli potraktujemy ją jako sposobność do refleksji i źródło artystycznej inspiracji. Historia sztuki w dużym stopniu zbudowana jest z dzieł, które powstały w samotności, z poczucia wyobcowania, alienacji. Zobacz, jak ten motyw został przetworzony przez artystów na przykładzie dzieł z naszej internetowej galerii sztuki.

Samotność – źródło cierpienia czy natchnienia?

Samotność jest zjawiskiem subiektywnym. Możemy ją odczuwać w domowym odosobnieniu podczas światowej pandemii wirusa, możemy ją czuć, gdy jesteśmy w tłumie. Niekiedy bywa destrukcyjna, innym razem twórcza. Wszystko zależy od tego, na co przekujemy to uczucie – refleksję czy artystyczne działania. Jeśli pogodzimy się ze stanem izolacji, możemy dostrzec w niej szansę do rozwoju – jak czyniło to wielu artystów na przestrzeni historii sztuki. Ludzie wokół nas sprzyjają dobremu samopoczuciu, ale to samotność skłania do chwycenia za pędzel czy ołówek i poszukiwań właściwej formy wyrazu.

Samotność w malarstwie współczesnym

Postrzeganie samotności nie zmienia się, podobnie jak jej dobroczynny wpływ na artystyczną twórczość. Ciekawe prace wyrażające ten stan znajdziesz w naszej internetowej galerii sztuki. Wystarczy wspomnieć obrazy Karoliny Gajewskiej z cyklu „Samotność”, przedstawiające ludzkie sylwetki w absolutnym odosobnieniu. Nawet te obrazy na płótnie, na których znajdują się dwie postaci, zdają się opowiadać nie tyle o grupie, ile o towarzystwie wyobrażonym albo o odbiciu w lustrze – jedynym świadku prezentowanej przez malarkę chwili bezbrzeżnego oddalenia.

Karolina Gajewska - VIII z cyklu “Samotność”
Karolina Gajewska – VIII z cyklu “Samotność”

Innym przykładem motywu samotności w malarstwie współczesnym jest akryl Magdaleny Walulik „Ćma barowa”. Prezentuje człowieka w efektownym kapeluszu, który siedzi przy barze, ale pomimo tłoku i hałasu wokół jest pogrążony wyłącznie we własnych myślach i przeżyciach.

Magdalena Walulik - Cykl: Ludzie - Ćma barowa
Magdalena Walulik – Cykl: Ludzie – Ćma barowa

Symboliczny wydaje się też obraz olejny „Poza sceną” Michała Przewłockiego, który przedstawia kobietę na tle miasta. Biorąc pod uwagę tajemniczy tytuł, możemy się domyślać, że intencją artysty było przedstawienie kobiety, która być może jest gwiazdą teatralną czy filmową, ale po zejściu z estrady czuje się samotna i wychodzi na balkon zaczerpnąć świeżego powietrza i „zebrać się” w sobie. A może ten moment, w którym może być wreszcie sama, z dala od oczekiwań, zgiełku, wyobrażeń jest jej ulubionym? Tego się nigdy nie dowiemy. Ale możemy snuć domysły. A w sztuce, to właśnie wielość interpretacji zdaje się świadczyć o jej mocy oddziaływania.

Michał Przewłocki - Poza sceną
Michał Przewłocki – Poza sceną

Obrazy ręcznie malowane z motywem samotności w roli głównej nie muszą wywoływać nieprzyjemnych skojarzeń. W malarstwie współczesnym istnieje szereg przykładów udowadniających, że z samotności mogą płynąć bardzo potrzebne ludzkości natchnienie, cisza, refleksja, samoświadomość. Zobacz wszystkie obrazy z naszej internetowej galerii sztuki i przekonaj się sam, co autor miał na myśli.