Akt uwielbienia czy zwykła kradzież? O tym, jak gigantyczne firmy korzystają z dorobku artystów

Co jakiś czas prasę i portale obiegają informacje dotyczące kontrowersji wokół wykorzystania cudzego utworu przez jakiegoś artystę bez jego zgody. Nie chodzi tylko o plagiaty piosenek, ale też o łamanie praw autorskich związanych z obrazami czy innymi dziełami sztuki. Skąd bierze się to zjawisko i… o jakich pieniądzach w tle takich afer mówimy?

Jean-Michel Basquiat – Equals Pi, źródło: wikipedia.org

Obraz Basquiata jako dekoracja?

Niedawno głośno zrobiło się o firmie jubilerskiej Tiffany&Co. Tym razem nie chodzi jednak o biżuterię z najnowszej kolekcji, a o… malarstwo. A dokładnie o obraz Jean-Michela Basquiata „Equals Pi”, który “wystąpił” w kampanii zdjęciowej z Beyonce i Jayem-Z. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Basquiat, zmarł w 1988 roku i nie może sam zadecydować o tym, czy chce być kojarzony z dobrami luksusowymi. Jak twierdzą znawcy jego biografii i twórczości – sam artysta nigdy by się na to nie zgodził, bo całe życie stronił przed blichtrem, elitaryzmem i hierarchią w świecie sztuki. Co więcej, obraz na płótnie został zakupiony przez koncern LVMH (do którego należy właśnie Tiffany&Co) i pokazany publiczności po raz pierwszy w historii właśnie w reklamie z amerykańską gwiazdą piosenki pop i jej mężem raperem. Jako interesujące tło obrazy Jean-Michela Basquiata posłużyły nie pierwszy raz. Mijającego lata również marka Saint Laurent wypuściła kolekcję ubrań i dodatków za kilka tysięcy euro za sztukę, zdobioną motywami z prac nieżyjącego malarza.

Z oskarżeniami o “pożyczanie” sobie cudzych prac jako motywów estetycznych branża mody zmaga się regularnie. Problemem jest nie tylko wykorzystywanie fragmentów obrazów, zmarłych już artystów, ale też plakatów, grafik czy malarstwa twórców żyjących, mniej popularnych czy młodych. Wiele z nich trafia na koszule, bluzy czy torebki prosto z internetu, gdzie artyści prezentują swój dorobek, a niektóre są mniej lub bardziej sprawnie kopiowane i przenoszone wprost na ubrania. Przykładem tego typu sytuacji może być skopiowanie w 2016 roku przez sieciówkę Bershka motywu z rysunków polskiej ilustratorki Marii Ines Gul, wykorzystanego do produkcji emaliowanych pinów.

Nadużycie czy hołd dla Basquiata? Oto jest pytanie

Firmy, które zostają oskarżone o plagiat lub nadużycie, reagują różnie. Niektóre niemal natychmiast wystosowują oświadczenie i wycofują produkt bądź kampanię, inne idą w zaparte, że nie robią nic niewłaściwego. Przykładem może być wspomniana wcześniej marka Saint Laurent, która powołuje się na prawa autorskie The Estate of Jean-Michel Basquiat i nowojorską agencję Artestar, jednak pierwsza z tych instytucji zawiesiła działalność w 2012 roku, druga z kolei nie ma żadnego związku z malarzem. Przedstawiciel Tiffany&Co, Alexandre Arnault, tłumaczy z kolei, że pojawienie się obrazu na płótnie Basquiata w kampanii z Beyonce jest rodzajem hołdu dla jego twórczości. Co więcej, wiceprezes firmy jubilerskiej sugeruje nawet, że Basquiat kochał biżuterię, a turkusowy odcień na płótnie (znany jako tiffany blue) nie został wybrany przypadkiem.

Czy korzystające z dorobku żyjących i nieżyjących artystów firmy rzeczywiście wykorzystują haniebnie cudzy talent, czy raczej robią ukłon w ich stronę, popularyzując ich twórczość? Odpowiedź na to pytanie pozostawiamy Tobie i… prawnikom, którzy każdego dnia na całym świecie zajmują się podobnymi sprawami.

Jeśli zainteresowały Cię prace tego artysty, przeczytaj nasz wpis: Jean-Michel Basquiat – buntownik, który pobija rekordy sprzedaży na londyńskich aukcjach!