O drugim życiu starego poniemieckiego browaru, pasjach i słabościach człowieka oraz o piętnie pozostawionym na widzu pisze Małgorzata Zagrodzka w recenzji spektaklu „Faust Fraktal”. Zapraszamy do lektury!

Obok bocznicy kolejowej, starej poniemieckiej spalarni oraz wznoszącego się murowanego komina, tuż za grodzącym murem, wyłania się zabytkowy browar mieszczański - siedziba teatru Ad Spectatores oraz galerii BrowArt. W tym niesamowitym pod względem historii, architektury i wydarzeń miejscu, mieliśmy okazję 04 października 2013 r. uczestniczyć w premierze polsko-niemieckiego spektaklu pt. „Faust Fraktal”, w reżyserii Elżbiety Bednarskiej. Projekt organizowany przez Towarzystwo im. Edyty Stein we współpracy z Fundacją Spotkania, Farbraum e.V., Młodzieżowym Ośrodkiem Socjoterapii nr 2 we Wrocławiu.


Spektakl rozpoczął się u stup drewnianej dwuskrzydłowej bramy będącej wrotami wprowadzającymi do zamierzchłego pomieszczenia magazynowego. Światło rzutnika nieomal oślepiało wieczorową, jesienną porą podekscytowanego uczestnika. Zaraz po wprowadzeniu, a w zasadzie pewnym zakładzie miedzy Panem (Zbigniew Kletowski) i Mefistofelesem (Richard Schnell) o duszę człowieka, widzowie zostali poprowadzeni na scenę, znajdującą się na środku podłużnego zrujnowanego hola. Ruchoma scenografia stanowiła odgrodzenie aktorów od widowni siedzącej po obu jej stronach. Dramat rozgrywany w jądrze próby, pomiędzy człowiekiem i złem, kulminuje ukazaniem słabości, nieporadności człowieka względem pokus. Otoczony kusicielką (Rosabel Huguet), kobietami, jako echo pradawnych mądrości, zjawami tańczącymi na granicy tego, co tkwi w jego zdruzgotanym umyśle, pojawia się światło, ucieleśnienie niewinności, błysk nadziei – dziecko. Nienamawiająca istota naturalna, piękno w najczystszej postaci. Wpływowy Faust (Michał Szwed) wodzi wzrokiem z niedowierzaniem i widoczną dezorientacją, opętany jednak żądzami pozwala zgasnąć jedynej radości podającej mu rękę. Opiekunka, interpretatorka (Agnieszka Damrych) snuje anielskim głosem za zbłąkanym Faustem. Wesoły Mefistofeles dźwięcznie zbiera plony swojej intrygi.

 

Doskonale dobrane instrumenty tj. kontrabas opleciony zgrabnymi kobiecymi dłońmi (Anna Von Schrottenberg) nadaje dźwięczny akcent dramaturgii. Ciemnozielona atłasowa sukienka w połączeniu z szlachetnym drewnem instrumentu dawały się odczuć, jako jedność, podwładna dyrygenturze Mefistofelesa radośnie brzęczącego na mandolinie. Muzyczną opacznością otoczył nas multiinstrumentalista (Konrad Rogiński) poczynając od donośnych etnicznych bębnów po flet prosty do smyczkowej piły nadawał rytm wędrownym zdarzeniom. Tajemnicza postać skrzypaczki (Natalia Rogińska), ukrycie snuła zmysłową linię melodyczną, bohemistycznie opowiadając o troskach człowieczeństwa.

 


 „Faust Fraktal” to kunszt połączeń, widz jest elementem spektaklu nieomal dotyka wydarzenia. Zostaje wchłonięty, indywidualnie potraktowany. Uwrażliwia, dotyka każdego zmysłu poczynając od wzroku, słuchu przez dotyk, zapach po smak! Uczestnictwo w wydarzeniu nie przechodzi do codziennego rytmu, zostawia piętno całego wachlarzu odczuć. Fenomenalna interpretacja, stawiająca widza pod jego sam osąd. Wszystko w tle doskonałej gry aktorskiej, echa, linii melodycznej i jedwabnego głosu we wnętrzu zapomnianego, zrujnowanego, ale niegdyś tętniącego życiem poniemieckiego browaru.          

 

Tekst: Małgorzata Zagrodzka

O drugim życiu starego poniemieckiego browaru, pasjach i słabościach człowieka oraz o piętnie pozostawionym na widzu pisze Małgorzata Zagrodzka w recenzji spektaklu „Faust Fraktal”. Zapraszamy do lektury!